kalendarz triathlon

[dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

W tym dziale znajdziesz dzienniki treningowe forumowiczów. Jeżeli chcesz założyć własny dziennik, przeczytaj temat z zasadami wewnątrz tego działu.
Regulamin działu Chcesz prowadzić własny dziennik treningowy na forum xTRI.pl? Koniecznie przeczytaj ten artykuł

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez pawelvod » 26-08-2018, 08:43

Co do wysiłku 1/2IM vs maraton mam podobne zdanie. Zdecydowanie wolę zmianę dyscyplin. Myślę, że dla zawodników z BMI<20 odczucia mogą być znacząco odmienne i tu jest pies pogrzebany. Co bym nie robił nie załapię się jednak do "szczupaków" nigdy, więc mnie łatwy maraton nie dotyczy, ile bym nie trenował i sprawę odwlekał;).
Niezależnie więc od wagi trzeba się jednak z maratonem zmierzyć, chociażby z powodu planów na pełnego IM w przyszłym roku. Może nie będę optymalnie przygotowany biegowo na jesień (pewnie wiosna była by dogodniejsza), ale trochę trudności w trakcie dostarczy mi "wrażeń" i zasymuluje to co może mnie czekać na pełnym więc może nawet dobrze...
Puki co nietypowo, bo w niedzielę opiszę co się działo od środy (bo się działo). Potem jadę na chwilę odpocząć i może nie być czasu. Poza tym zamykam pewien etap sezonu więc należy to zebrać do kupy i podsumować.
Czwartek:
bieganie - Przed sprintem w Sandomierzu postanowiłem trochę odkurzyć nogi. Wybrałem trening 12x400m (biegane w tempie nieco szybszym niż T5) na półtora minutowej przerwie. Wychodząc w oczy rzuciły mi się w szafie Asicsy trainer 21. To takie "szybkie treningówki". Kupiłem je kiedyś (ze dwa lata temu), ale biegam w nich rzadko, bo mają strasznie twardą gumę na podeszwie i mimo, że przyczepność jest OK, to bardzo głośno "chlapię" kiedy w nich ląduję na śródstopiu. Ludzie się oglądają i mnie to wnerwia. Czym dynamiczniej biegam, tym chlapie mniej więc pomyślałem sobie... wezmę dranie i przewietrzę. Buty mają 80km przebiegu i ostatni trening (20km BS) robiłem w nich w grudniu 2017r. Dlaczego o tym piszę... Bo trening wszedł dobrze. Powtórzenia szybsze niż w okresie kiedy przygotowywałem się do życiówki w półmaratonie i to na nieco niższych tętnach, natomiast buty... zmasakrowały mi małego palca u lewej nogi. Człowiek uczy się całe życie, ale żeby "nowe" butu dwa dni przed startem... Nie spodziewałem się takiej głupoty po sobie.
W piątek kulejąc w pracy miałem myśli egzystencjalne i zastanawiałem się czy nie zrezygnować ze startu. Kupiłem jednak w drodze do domu plastry żelowe na pęcherze (se wygooglowałem że takie są), łyknąłem ibuprofena (przeciwzapalnie), bo paluch był czerwony i gorący. Postanowiłem przygotować się na wszelki wypadek więc wszystko wieczorem popakowałem.
Piątek:
Kulenie i skakanie na jednej nodze
Sobota
Rano palec bledszy, więc decyzja... jedziemy. 6:30 wszyscy w samochodzie i ognia.
Żeby palec odpoczął wziąłem do prowadzenia samochodu i chodzenia po Sandomierzu japonki z palcem na wierzchu. W połowie drogi samochodem w japonkach... urwał mi się pasek!!! Mam je ze 4 lata i teraz postanowiły się popsuć... Karma.
Dojechałem na bosaka, ale na miejscu żelowy plajzder na palca i noga w but:(. Nie było jednak źle. Biuro zawodów, pierdu śmierdu i start. Puki co mam tylko własne wyniki z zegarka, bo oficjalnych w sieci nie ma, a zdjęcia sobie z tablicy nie pykłem. Różnice nie będą jednak większe niż kilka sekund. Startowało około 100 osób.

Przed startem jeden plaster przygotowałem sobie przyklejając go brzegiem do bidona, tego co w nim chodziłem po Sandomierzu do pływania nie odklejałem.

pływanie - pętla w prawą stronę więc dla prawego oddychacza lepiej. Nauczony poprzednimi startami ustawiłem się z przodu po środku przepychając między ludźmi. Po starcie kilka osób włączyło turbo i poszło do przodu, kilka zaczęło mocniej niż ja, ale w granicach rozsądku. Tych turbo oczywiście mijałem w połowie pierwszej (dość długiej) prostej. Druga tura mijania na ostatniej prostej (pływanie po trójkącie) tych którzy przeszacowali tempo. Czas 11:36!!! Z kalkulatora 1:31/100m. Zegarek pokazał mi niedomiar 60m, ale i tak mocno.
T1 - Przy ściąganiu piany przetarcie nogi ręcznikiem i ocena plastra (+3sek B-) ) O dziwo trzyma się po pływaniu. Czyli nie zmieniam. Przy wybieganiu ze strefy spadły mi okularki więc lekka cofka i kolejne 5sek B-) . Poza tym flying mount i ognia. Czas1:14 więc OK mimo mikro przygód.
rower - Zdecydowałem się na rower TT. Trasa płaska z bardzo słabym wiatrem w plecy. Sporo zakrętów z naniesionym żwirem (zwalniane do 20km/h). Asfalt momentami w niezbyt gładkie łaty i niezałatane dołki. Koła nie urwie, ale w aero ciężko. Zacząłem spokojnie (około 35km/h) bo z wody tętno wysokie i trzeba trochę uspokoić. Po około kilometrze 40km/h i ognia. Doszedłem 2 osoby, ale jechały zdecydowanie za wolno, żeby razem popracować. Z przodu nie było nikogo, natomiast z tyłu jakieś 200m formowała się grupa 6-8 osób mocniej pracujących. Siadłem w oreo, wyrównałem na 40km/h i spokojnie czekałem aż mnie dojdą. Szło to powoli i około 5km doszedłem osobę przede mną. Też za mocno dyszała, żeby powspółpracować. Zwolniłem więc za nią i poczekałem chwilę na grupę. Od 6-7km jazda w peletonie około 40-42km/h. Generalnie nuda;). Jak byłem na czole i próbowałem pociągnąć 45-46 żeby złapać czołówkę (szacowałem, że 5-6 osób mogło jeszcze być przed nami) to grupa się rwała. Zaskoczony byłem, że te 42km/h to może być submax dla większości osób jadących na kole. W grupie było kilka mocniejszych łydek i trochę motywowałem je do podkręcenia tempa. W zasadzie robiąc te 10km w peletonie wypocząłem. Złapaliśmy 3-4 osoby. Na jakieś 2-3km przed metą na swojej zmianie postanowiłem nieco przerzedzić towarzystwo i podkręciłem do 44km/h. Zostało nas 4 osoby. Pracowaliśmy równo, a grupka jechała 100-200m za nami. Na kilometr przed metą szykowałem się do przyciśnięcia i odpoczywałem na 4 pozycji. Zobaczyłem zakręt i chciałem za nim zaatakować. Widziałem kolejną osobę którą dochodziliśmy 100m przed nami. Była szansa ją złapać. Na zakręcie stała policja kierująca ruchem i rzuciła hasło "na chodnik". Tak też zrobiliśmy. Osoba przed nami jechała natomiast po szosie i tyle ją widzieliśmy. Chodnik miał metr szerokości i był z kwadratowych tradycyjnych, nieco nierównych płytek. Wysoki krawężnik i 0 szans zjechania na szosę (przy mojej technice i prędkości 36km/h oczywiście). Brak możliwości zmian, przyspieszenia i współpracy. Tempo naszej czwórki (dyktował tylko prowadzący) spadło do 36km/h. Dopadła nas pozostała część zgubionej grupy i tak do samej mety. Tutaj duży minus dla organizatorów za ten odcinek po chodniku. Najciekawsze akcje, przygotowanie do T2 spalone. Po zjechaniu z chodnika 200m po kocich łbach w dwóch zakrętach i belka. Całe kocie łby to próba sięgnięcia rzepów od butów na podskakującym rowerze i flying dismount na koniec. Czas roweru - równo 30:00 czyli 40km/h.
T2 - tutaj niestety... Zerknąłem na plaster na palcu. Nieco odchodził od boku więc postanowiłem go zmienić. Podczas odrywania wiedziałem, że była to głupia decyzja. Schodził bardzo ciężko i spokojnie dotrwałby cały bieg. Operacja jednak zaczęta więc musiała być skończona. Nowy plaster na miejsce i 15-20sek. w plecy w strefie. Cały peleton który dojechał na rowerze wybiegał ze strefy kiedy ja ruszałem spod roweru. Czas 1:25
Bieg - mocno selektywna trasa. Dwie pętle. Cały czas podbieg lub zbieg. Dodatkowo 20-30 schodków na jednym z podbiegów. Przewyższenie 105m. Zacząłem widząc moją grupę rowerową w oddali. Jak to w biegu. Od razu na początku kilka osób mocniej, kilka słabiej w zależności od tego jaki poziom biegowy prezentują. Tych słabszych minąłem. Ci mocniejsi zniknęli i tyle ich widziałem. Najbardziej szkoda czwórki która cały czas biegła kilkadziesiąt metrów przede mną i gdyby nie trening w "nowych" butach i plaster, tam bym był. Z tej czwórki odpadła jedna osoba i ją w trackie wyprzedziłem. Jedna osoba minęła mnie też "z tyłu" biegnąc 3:30 na oko, więc nie do przytrzymania. Cała trasa pokonana na równej, dość mocnej intensywności, co przy zmianie nawierzchni, zakrętach, zbiegach i podbiegach nie było łatwe. Muszę przyznać, że w przeciwieństwie do tras czysto biegowych, gdzie lubię płasko i szybko, bo walczę o czas, w triathlonie taka różnorodność podoba mi się. Może jest ciężej, ale dla wszystkich, a aparat ruchu nie jest tak obciążony jak po gładkim asfalcie. Fajnie też oddaje przygotowanie techniczne (którego nie mam) do szybkiego zbiegania, podbiegania, zmian i rwania tempa. Czas:22:20 czyli 4:13/km.

Co to dało 1:06:40 i 11 miejsce w generalce. 3 miejsce M35-45 i Mistrza Polski lekarzy ;)

Żeby jakoś zakończyć tą część dziennika:
- pianka triathlonowa poszła do pudła w szafie, żeby się nie kurzyła
- karta multisport (basen) na wrzesień nie wykupiona
- subskrypcja TrainerRoad skończyła się jakiś tydzień temu... nie odnowiona
- rower TT z trenażerem wywędrował z pokoju treningowego, szumnie nazywanego przeze mnie siłownią do "rupieciarni"
Czyli:
SEZON TRIATHLONOWY UWAŻAM ZA OFICJALNIE ZAKOŃCZONY!!!
Avatar użytkownika
pawelvod
 
Posty: 193
Dołączył(a): 15-11-2017, 09:15

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez kajet » 26-08-2018, 09:42

Ale jesteś koniem @pavelvod. Gratulacje. Historia z butami i palcem komiczna - im więcej mam startów w CV, tym bardziej mnie ciągnie do wprowadzania w ostatniej chwili jakichś "ulepszeń" :D
Bardzo dziwne, że dopuścili rowery TT do zawodów z dozwolonym draftem. Chociaż robili tak kilka lat w Kraśniku, a następnie dostali organizację MP na olimpijce ;)
"People tend to break and don't want the pain anymore. He ([Sanders]) just seems to fucking enjoy it" - S. Kienle
https://enduhub.com/pl/kajet/
Avatar użytkownika
kajet
 
Posty: 2500
Dołączył(a): 02-10-2014, 09:51

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez pawelvod » 26-08-2018, 09:57

Co do rowera TT to w peletonie czułem się całkiem OK. Jak jadę na łapach TT to mam względnie agresywną górną pozycję kolarzówkową. Jedyny minus to brak możliwości zmiany przełożeń. Tyle, że na płaskiej trasie przy w miarę równo jadącym peletonie to do ogarnięcia zmianą kadencji. Zwłaszcza jak jedziesz za kimś i odpoczywasz. Pewnie wtedy ze 160-200W więc i 70 i 120/min. da radę zwłaszcza, że przepona ma mega luz. Z kolei jak jesteś na przodze to się kładziesz i spokojnie te chwilowe 320W przekłada się na fajną prędkość. Zdaję sobię sprawę, że to rower nie dozwolony przepisami do takiej zabawy i miałem duże obawy przed, odnośnie bezpieczeństwa, ale się pozytywnie zakończyłem. Inna sprawa, że na prawdę z głową i bezpiecznie chłopaki jechali. Puki organizator pozwala... czemu nie.
Inna obserwacja po przemyśleniach z teraz... Ci co ich w poprzednim poście nazwałem "z mocną łydą" tak się składa, że byli na TT. Ciekaw jestem, czy to zasługa roweru, czy poprostu to osoby co poważniej podchodzą do jazdy na czas i były mocniejsze, stąd taki wybór. Wydaje mi się, że na kolarce w samym peletonie miałbym nawet lepszy performance.
Avatar użytkownika
pawelvod
 
Posty: 193
Dołączył(a): 15-11-2017, 09:15

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez Szajba » 26-08-2018, 19:04

Gratulacje :)
Mistrz Polski Lekarzy.
Gdzie i w jakich godzinach przyjmujesz?
Specjalizacja nie ma znaczenia, zawsze coś się znajdzie do naprawy, o ile nie jest to ginekologia i położnictwo :D
Avatar użytkownika
Szajba
 
Posty: 391
Dołączył(a): 20-11-2017, 14:25

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez olesia » 26-08-2018, 21:52

Szajba napisał(a):Gratulacje :)
Mistrz Polski Lekarzy.
Gdzie i w jakich godzinach przyjmujesz?
Specjalizacja nie ma znaczenia, zawsze coś się znajdzie do naprawy, o ile nie jest to ginekologia i położnictwo :D

A ja chętnie skorzystam :)

Wspaniały czas!
Avatar użytkownika
olesia
 
Posty: 341
Dołączył(a): 23-11-2017, 13:05

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez kajet » 26-08-2018, 21:56

olesia napisał(a):
Szajba napisał(a):Gratulacje :)
Mistrz Polski Lekarzy.
Gdzie i w jakich godzinach przyjmujesz?
Specjalizacja nie ma znaczenia, zawsze coś się znajdzie do naprawy, o ile nie jest to ginekologia i położnictwo :D

A ja chętnie skorzystam :)


Takiej ustawki forum Xtri jeszcze nie widziało... :))
"People tend to break and don't want the pain anymore. He ([Sanders]) just seems to fucking enjoy it" - S. Kienle
https://enduhub.com/pl/kajet/
Avatar użytkownika
kajet
 
Posty: 2500
Dołączył(a): 02-10-2014, 09:51

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez qbs » 27-08-2018, 11:14

:))
Gratulacje!
Avatar użytkownika
qbs
 
Posty: 733
Dołączył(a): 15-11-2015, 22:57

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez weekendowy » 27-08-2018, 11:25

Gratulacje!!! Ciekawy jestem Twojego kolejnego sezonu!
Avatar użytkownika
weekendowy
 
Posty: 1370
Dołączył(a): 27-04-2016, 12:55
Lokalizacja: Słupsk

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez Yellow » 27-08-2018, 12:18

Veni-vidi-vici tego sezonu! Gratulacje!
Avatar użytkownika
Yellow
 
Posty: 237
Dołączył(a): 24-06-2017, 13:06

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez pawelvod » 02-09-2018, 18:10

Dzięki za gratulacje.
Tak patrząc na cały sezon i to co dzieje się teraz myślę, że sporo "kosztowała mnie" wywrotka w maju i ponad miesiąc bez biegania. Do tamtego momentu budowałem rower i pływanie nie tracąc na biegu. Po przerwie w zasadzie do teraz nie wróciłem z formą biegową do tej kwietniowej (HM 1:26).
Teraz będzie ku temu okazja, ale idzie to jak krew z nosa. Półmaraton za dwa tygodnie, a ja siakoś tak ni huhu...

Za to przy samym bieganiu dziennik będzie dużo przejrzystszy;)

Poniedziałek - 19km BD BS śr. 5:10 śr.HR-139
Środa - 16,8km podbieg pod Morskie Oko śr.wznios 4,9%. Pod górę 6:07 (49min - wolniej o 40sek. niż rok temu), zbieg-4:20, całość-5:00, Śr.HR-153. Intensywność HM/M
Piątek - 14,6km Dolina Chochołowska śr. wznios 3%, BS-5:35 śr.HR-140
Sobota - regeneracja 6km śr. 5:30 śr.HR-125 (na 3km, 20min. przerwy z kibicowaniem Półmaratonowi Praskiemu)
Niedziela - 12km BS w upale 5:10 śr.HR-149

Cały tydzień 68km + wejście na Giewont i spacer przez Chochołowską czyli objętości już są. Jakości tylko brakuje:(
Avatar użytkownika
pawelvod
 
Posty: 193
Dołączył(a): 15-11-2017, 09:15

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez pawelvod » 09-09-2018, 18:11

Minął kolejny tydzień.
Weszło:
- 5 biegów (72km)
- 1 rower 50km

Poniedziałek:
BD 30km - 10km-BS + 5km M (4:35) + 5km BS + 5km M (4:45) + 5km b.wolno (i osłabłem i nie chciałem tydzień się regenerować po) w sumie 2h39min.
Wtorek:
8km regeneracja
Środa: - wolne
Czwartek:
2x5km HM (pierwsza piątka po 4:07, druga po 4:12). Dobieg + powrót - w sumie 14km przebiegnięte
Piątek: - wolne
Sobota:
przebieżki 20x20sek. na półtoraminutowej przerwie. Pierwsze 16 sztuk biegane jako b.mocne tempo długodystansowe (taki bieg na 1000m), ostatnie 4 jako sprint (atletyczne z rękami jak T1000 z terminatora itd...). W sumie 10km.
Niedziela:
10 km BS. Miało być 16km narastającego tempa, ale wczorajsze sprinty za bardzo jeszcze czułem i nie było sensu.
Żeby tyłek nie odzwyczaił się od siodełka 50km na rowerze w tlenie dorzuciłem. (śr.HR 98/min.)

Trochu komentarza...
Taki moment sezonu, że człowiek już mocno zajechany. I na forum, i wśród znajomych "z reala" cała masa "otapownych". W zasadzie od marcowych półmaratonów cały czas muszę robić górki formy co 3-6 tygodni, bo start. Na dobitkę, na sam koniec półmaraton i maraton, czyli w moim przypadku najbardziej kontuzjogenne bieganie. Celebrycko wziąć udział - bez sensu. Żeby był wynik trzeba zwiększyć kilometraż. Po przepracowanym sezonie moje Achillesy za chwilę mogą powiedzieć STOP. Mimo balansowania na granicy kontuzji, tak sobie mi to bieganie wychodzi. Półmaraton jakoś przeżyję. 1:30 powinienem dać radę. Czy to będzie osiągnięcie... po wiosennej życiówce 1:26 raczej nie. Tyle, że człowiek zapisany, nocleg zarezerwowany, żona też biegnie, więc odpuścić szkoda. Poza tym na jakiś pucharek w kategorii wiekowej w MP lekarzy może starczy;).
Bardziej obawiam się maratonu. To co zauważyłem na wybieganiu 30km, to że jak zwolniłem do 6:00 na 25km, bo biegłem po zmroku i 2km były po szutrze w totalnej ciemności, to za Chiny nie mogłem przyspieszyć jak wybiegłem w oświetlone tereny. Wniosek mam taki, żeby nie zwalniać po 30km na zawodach, choćby skały... bo już nie ruszę. Tylko czy będę w stanie? Po półmaratonie, do maratonu zostanie jeszcze 4 tyg. Jedno wybieganie 30km wcisnę. Poza tym sam półmaraton to fajna jednostka treningowa. Maraton pobiegnę pewnie tempem 2xHM + 10-15min. Może na tyle mi pary starczy, jak przepracuję 3 tygodnie pomiędzy i tydzień porządnie stapperuje. Aby Achilles wytrzymał.
Co do półmaratonu, to start w następną niedzielę. Nazywa się to Bieg Lechitów, jest w Gnieźnie i generalnie to bardzo przyjemna impreza (choć coraz bardziej masowa). W tym roku 3000 startujących. Czas z tamtego roku 1:28:24. Przydało by się choć sekundę szybciej :). Jakby nie było dam znać.
Avatar użytkownika
pawelvod
 
Posty: 193
Dołączył(a): 15-11-2017, 09:15

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez pawelvod » 16-09-2018, 21:02

No i po przedostatnim starcie w tym sezonie. Za 4 tygodnie debiut w maratonie i miał to być sprawdzian przed tym maratonem. Trochę był, ale trochę niewiadomych zostało. Na początek tydzień tapperingu wyglądał tak:
Poniedziałek: - wolne
Wtorek: - Piramida 3+2+2+1km HM na przerwie 3, 2, 2min. Tempa 4:00-4:05. Razem 12km.
Środa: - wolne
Czwartek: - 2x(20sek. przebieżka + 1min. przerwy + 1km T10 + 2min. przerwy). Z dobiegiem i schłodzeniem 6km. Kilometrówki weszły po 3:50.
Piątek: - 8km BS (5:00) z piramidką 100, 200, 300, 200, 100m truchtu na 100m przerwach
Sobota: - wolne

W sumie 26km w tygodniu startowym (nie licząc startu) więc spokojnie, choć tempa były całkiem żwawe.
Niedziela:
Bieg Lechitów - na starcie nastrój dobry z dwoma "ale". Po pierwsze kilka dni przed startem żonę dopadła paskudna infekcja jelitowo-gardłowa (postanowiła zresztą pobiec, ale nie miało to sensu i zaliczyła pierwszy w życiu DNF). Oczywiście wszystkie te dni, chcąc nie chcąc, zaraza w domu się rozprzestrzeniała i dostałem trochę sraczkowym rykoszetem. Gardło też z rana przy połykaniu trochę ruszone, więc czekałem czy w niedzielę obudzę się zdatny czy nie. Obudziłem się jako tako. Może nie 100% zdrowy, ale ciut napoczęty.
Drugie ale dotyczy pogody. Miało być pochmurnie, a wyszło pełne słońce i 25C.
Oba te fakty odebrały mi pewnie po jakimś tam kawałku czasu.
Na starcie jednak nie myślałem o tym. Nastrój miałem dobry, bo generalnie od wiosny nie mogłem złapać luzu w bieganiu. Łydki miałem pospinane i biegałem mocno drewniano. Cały więc przedstartowy tydzień poświęciłem głównie na szukanie tego luzu, który o dziwo znalazłem... Achillesy spoko, nie bezbólowe, ale po rozgrzewce nie dokuczające. Sprężystość OK. Nic tylko biegać.
Bieg zacząłem po 4:00. Wchodziło całkiem dobrze, tyle że początek był w cieniu i z górki. Niemniej do 14km ciągnąłem całość nie wolniej niż 4:09. Niestety patrzyłem na tętno i widziałem, że dryf jest za duży. Słońce się uparło i kiedy dobiłem do 168/min. na 15km postanowiłem zwolnić, żeby mnie nie odcięło. Zredukowałem do 4:15 i pociągnąłem tak 3 kolejne kilometry. Potem wiedziałem, że życiówki nie będzie (nie nastawiałem się na nią zresztą). Granica mojej przyzwoitości czyli 1:30 jest ultra bezpieczna, więc głowa wygrała i do doczłapałem po około 4:25 w zasadzie bez jakichś umierań, ze stałym tętnem do mety. Miałem już zresztą w głowie czas regeneracji i czekające mnie 4 tygodnie do maratonu.
Podsumowując:
SSmana od datasportu otrzymałem takiego:
41. Bieg Lechitow: nieofic. msc open 77 czas:01:28:15 M40 -20 Leka -8 LM40 -3 (R)DataSport.pl

3500 startujących (w tym 100 lekarzy), czyli chyba całkiem OK. Generalnie generalka pokazuje, że było ciepło, bo 77 na 3500 wydaje się mi najwartościowsze w tym zestawieniu przy czasie który rok temu w mniejszej stawce dawał odleglejsze miejsce. Do kolegów po fachu w kategorii wiekowej zabrakło 1:10 do najszybszego, więc może trochę szkoda odpuszczenia w końcówce, ale sam sobie jestem tutaj winien.
Teraz czas zastanowić się nad maratonem i tu mam największy zgryz. Niby 2xpółmaraton + (10-15)min. to standard. Jako debiut pewnie te 15min. Tyle, że miesiąc temu biegłem dychę w 42:03. To daje średnią 4:12. Teraz półmaraton 4:10. Za bieganie porządnie wziąłem się 4 tygodnie temu i przez ten czas tyle poszedłem w przód. Do maratonu kolejne 4 tygodnie. Dodatkowo zanim po triathlonie ogarnąłem dietę (-2000kcal ;) ) 2 kilo złapałem i mam nadzieję je zgubić do maratonu. Do tego mam też nadzieję na przyjaźniejszą pogodę i "nienapoczęcie" chorobą. Jak te wszystkie elementy się wydarzą, może pokuszę się o jakąś ułańską fantazję. Jak nie polecę grzecznie na 3:10, i jeśli to obronię, będę i tak mega zadowolony. Z kolei w przypadku opcji "na żywioł" może się to skończyć 4:02 lub 4:40... Ciekaw jestem Waszych opinii i przewidywań na tę okoliczność.
Avatar użytkownika
pawelvod
 
Posty: 193
Dołączył(a): 15-11-2017, 09:15

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez qbs » 17-09-2018, 08:38

Graty, ładnie pociśnięte mimo tych przeciwności. Oj brałbym taki wynik w ciemno :)
Co do maratonu to ułańska fantazja to ostatnia rzecz jaką bym polecał :D Chłodna głowa i żadnej podpałki. Do 25km będziesz leciał jak na skrzydłach, potem się zacznie
Avatar użytkownika
qbs
 
Posty: 733
Dołączył(a): 15-11-2015, 22:57

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez Yellow » 17-09-2018, 16:27

Spróbuj wcisnąć 2 trzydziestki, życzę planowanego wyniku
Avatar użytkownika
Yellow
 
Posty: 237
Dołączył(a): 24-06-2017, 13:06

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez fosforus » 17-09-2018, 17:49

Z doświadczenia powiem ci że w maratonie nie ma opcji na żywioł. Oczywiście jest 1% szans na sukces, ale bierz raczej plan minimum.
Trenowałem na 3.45 ale miałen mocny półmaraton i poszedłem z grupą na 3.30. Traumatyczne przeżycia. 35km zweryfikował kalkulatory.
nie ścigam się
Avatar użytkownika
fosforus
 
Posty: 624
Dołączył(a): 04-09-2013, 15:11

Re: polecamy

Postprzez xTri pro

Avatar użytkownika
xTRI.pl Pro
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Dzienniki triathlonowe

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości