kalendarz triathlon

[dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

W tym dziale znajdziesz dzienniki treningowe forumowiczów. Jeżeli chcesz założyć własny dziennik, przeczytaj temat z zasadami wewnątrz tego działu.
Regulamin działu Chcesz prowadzić własny dziennik treningowy na forum xTRI.pl? Koniecznie przeczytaj ten artykuł

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez pawelvod » 25-02-2019, 10:22

Szybkie hasło na dzisiaj:
Zmieniamy łańcuchy... Szkoda ramy, ubrań, łokci i kolan :((
Co ciekawe wyciągnięty nawet 0,75% nie był, tylko przebiegu miał pod 4000km...
Załączniki
20190223_170826.jpg
20190225_101521.jpg
Avatar użytkownika
pawelvod
 
Posty: 193
Dołączył(a): 15-11-2017, 09:15

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez robertino » 25-02-2019, 16:03

ała...


Sent from my iPhone using Tapatalk Pro
Avatar użytkownika
robertino
 
Posty: 1691
Dołączył(a): 01-08-2014, 15:50
Lokalizacja: Warszawa

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez Maciej z NT » 25-02-2019, 17:54

Z tego co widzę nie strzelił na pinie łączącym. Znaczy słaby łańcuch mocny zawodnik :)
You'll Never Walk Alone
Avatar użytkownika
Maciej z NT
 
Posty: 611
Dołączył(a): 10-05-2013, 11:12
Lokalizacja: Nowy Tomyśl

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez pawelvod » 13-03-2019, 15:37

Zbieram się już dłuższy czas, żeby coś napisać, ale jakoś się mi nie składa. Powód w zasadzie jest jeden. Idzie baza i na szczęście większych przygód brak. Tygodniowe obciążenia wahają się na poziomie 8-16h i 500-900TSS i systematycznie wzrastają. Po 2-3 mocniejszych tygodniach robię tydzień luźniejszy i jakoś to wszystko w miarę ciągnę. Żeby jednak coś zostało ku późniejszej analizie to idąc dyscyplinami:

Pływanie: Zrobiłem wcześniej opisywany test przewidujący czas pełnego IM. Za pierwszym razem wyszło mi 1h7min. Po 3 tygodniach 1h6min. Jakiś tam progres jest. Fajnie było by złamać tą magiczną barierę 1h na samych zawodach i chwilę czasu jeszcze jest więc zobaczymy. Pływam 3-4 razy w tygodniu, w tym 2-3 razy w grupie. Może jakiś jeden trening z trenerem indywidualnie dorzucę. Powoli trzeba zacząć chłodno kalkulować gdzie najłatwiej będzie mi urwać czas na zawodach. 6 minut jest kuszące, ale jakbym musiał robić to kosztem biegania, lub w szczególności roweru to nie koniecznie będzie sumaryczny zysk na linii mety. Już teraz widzę, że mocny godzinny trening pływacki sprawia, że następnego dnia nie jestem taki rześki i może przerzucenie atencji na rower i bieganie da docelowo więcej. Dlatego główkuję, że trening techniki z trenerem, dałby jakiś progres czasowy, nie koniecznie generując dodatkowe TSS'y w tygodniu.

Rower: Tutaj chyba najspokojniej. Systematyczny spokojny wzrost wydolności. Po fikołku (z urwanym łańcuchem) miałem chwilę blokadę na mocniejsze stawanie na pedały i generalnie zniechęcenie, ale powoli się to wszystko prostuje. Łańcuch 105 zastąpił dura-ace więc mam nadzieję, że jest mocniejszy;). Z ciekawostek przyszła nowa korba (105 53-39, ale co ważniejsze 165mm długości). Jestem po jednym treningu indor i wrażenia mam całkiem pozytywne. Po pierwsze na obecnych przełożeniach przy prędkości 38-40km/h i kadencji 90/min łańcuch nie jest przekoszony i idzie równo, więc jakiś tam zysk w watach na tym jest, po drugie nowa długość korby sprawia, że pozycja jest dużo bardziej komfortowa. Uściślając w poprzedniej konfiguracji nie byłem jakoś specjalnie obolały (tydzień temu w oero wysiedziałęm 4h15min. na zewnątrz z niewielkimi dolegliwościami karku pod koniec), ale po ostatnim treningu widzę, że tętno dzięki łatwiejszemu wdechowi jest na nowej korbie około 5/min. wolniejsze dla tych samych mocy, a to moim zdaniem sporo. Pytanie jakie się nasuwa, to ile w tym wolniejszym tętnie jest składowej progresu formy, który cały czas mam nadzieje postępuje. Za wpływem korby przemawia brak wcześniejszej różnicy w tętnie między pozycjami aero/góra. Tzn. jest ona na poziomie 2-3/min. zamiast 5-10/min.

Bieganie: Co do biegania to sam nie wiem. Zbliża się Półmaraton Warszawski więc coraz mocniejsze jednostki i nie mam zdecydowanej odpowiedzi na to gdzie jestem. Po bieganiu na bieżni mechanicznej mam trochę problem z płynnością ruchu na zewnątrz (szczególnie w butach startowych na asfalcie lub chodniku). Treningi na tempach z przed roku robię na tętnach nico niższych, więc niby dobrze, ale dla życiówki musiałbym pobiec całość po 4:00, a przez wspomniane drewniane nogi przy tempach 4:05-4:10 zaczyna się problem natury... mechanicznej. Mam nadzieję, że palnowane nieznaczne odpuszczenie roweru i basenu i 2kg mniej problem ten rozwiążą, ale pewności nie mam. Puki co nie bardzo mogę obiegać dłuższe (2-5km) odcinki w tempach ponadstartowych na zewnątrz, a bez tego ciężko cokolwiek prognozować. Dodatkowo cała moja rodzina po kolei przechodzi infekcję. Jak mnie dopadnie to w zasadzie pozamiatane. Puki co trzymam się, ale na półmaraton jeszcze się nie zapisałem i mam chwilę czasu na decyzję. Jutro planuję trening 3+2+2+1km HM (3:55-4:00). Zobaczymy jak to pójdzie. Jakby weszło na lekkości (chodzi o mechanikę biegu) to bym się uspokoił nieco.

I tak to wygląda na tą chwilę. Następny wpis pewnie po podejściu do Półmaratonu Warszawskiego.
Avatar użytkownika
pawelvod
 
Posty: 193
Dołączył(a): 15-11-2017, 09:15

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez pawelvod » 03-04-2019, 16:17

Zbieram się, zbieram żeby coś napisać i zebrać się nie mogę. Samo jednak się nie napisze, a czym dalej od półmaratonu tym więcej przemyśleń "na świeżo" zostanie przykrytych przez wyciągane po czasie wnioski. Żeby tego uniknąć zebrałem się w reszcie;)
Zacznę od momentu kiedy przerwałem, czyli 2-3 tygodnie przed półmaratonem. Nic w tamtym okresie nie zapowiadało jakiegoś szczególnego błysku formy. Po 3 miesiącach treningów na bieżni mechanicznej (mocno strukturalnych i generalnie trudnych) nie byłem w stanie na twardym podłożu osiągnąć luzu biegowego i podobnych prędkości. Do momentu... Pierwsze fajne bieganie pojawiło się gdy postanowiłem pobiec szybkość na zewnątrz. Była to drabinka 1,6km->1,2km->800m->400m biegana na krótkich 400m przerwach. Tempa fajnie schodziły z 3:50 do 3:35. Za 3 dni pobiegłem 2x5km HM. Dwa tygodnie wcześniej trening ten męczyłem po 4:05-4:10. Tym razem piątki weszły odpowiednio w 19:40 i 19:50. Dodatkowo rzeczywiście czułem jakbym w tym tempie spokojnie jeszcze kilkanaście km mógł wytrwać.
Tak to w ciągu dwóch treningów namieszałem sobie w głowie. 1:25 w półmaratonie zaczynało nabierać realnego kształtu. Dodatkowo waga systematycznie spadała i w dniu startu była około 2-3kg niższa niż podczas w.w. treningów.
Tyle że.... zgłupiałem co do idei samego startu. Nie wiedziałem czy tapperować, czy traktować go jako trening i podejść z marszu. Na pełne zluzowanie było trochę za późno. Szkoda też było dopuścić do regresu w rowerze. Wygrała więc opcja... pośrednia. Do czwartku robiłem normalną objętość rowerową i pływacką nieznacznie redukując kilometraż biegowy. Natomiast w piątek i sobotę zrobiłem rzecz głupią, ale w sytuacji niepewności co do formy chyba całkiem przewidywalną... Zacząłem testowanie formy i świeżości;)
Może nie była to totalna głupota, bo w piątek wpadło 3x400m/800m przerwy na 6km rozbiegania, czyli takie zwyczajne przedstartowe przepalenie, natomiast w sobotę rano pojawiło się zupełnie niepotrzebne 1km HM + 5x100m przebieżek. Ten kilometr musiałem jednak spróbować, bo nie wiedziałem czy ja jestem w stanie, czy nie, biegać na luzie w okolicach tych 4:00. Wszedł mi on w 3:54 i nie za specjalnie go poczułem. Fizjologiczne - głupota. Dla psychiki - zbawienie.
Stanąłem jednak na starcie. Wcale nie byłem przekonany co do tego na co mnie stać. Ustawiłem się za zającami na 1:25 i ognia. Pierwsze kilometry prowadzili 3:58, 3:55, 3:56 czyli tempem na 1:23:30!. Nie czułem się jakoś specjalnie zmęczony, ale tętno wahało się o 2-3/min wyżej niż zazwyczaj w tym momencie. Postanowiłem więc nieco odpuścić i nie licząc km z wodopojem i podbiegiem (4:14) biegłem w okolicach 3:58-4:01. Na 6km uświadomiłem sobie, że zapomniałem założyć kompresji na łydki. Po pierwsze pokazuje to, że moje podejście do zawodów nie było walką o życie, po drugie miało to chyba znaczenie w dalszej części biegu. Dobiegłem bowiem do 10km i poczułem dość mocny skurcz bocznej głowy lewego czworogłowego. Trochę zaczęło mi się kuleć. Tempo spadło do 4:05-4:10. Bieg przestał być przyjemny. Pojawiła się myśl o ew. kontuzji. "Na szczęście" za około 500m zaczął boleć prawy czworogłowy. Radość wielka, bo to żadna kontuzja tylko zwykłe skurcze;). Zwolniłem do 4:15, a myśli o zejściu z trasy zaczęły mi przychodzić do głowy... Po co katulać się z pokurczonymi udami przez 11km? Tyle, że zaraz pojawiła się myśl następna: "A jak na pełnym mnie tak na 10km złapie to też zejdę???". Żeby móc odpowiedzieć sobie na to pytanie postanowiłem ciągnąć "zabawę" dalej zwłaszcza, że rozluźniając krok trochę mi się poprawiło, a zegarek zakomunikował że 11km pokonałem w 4:06. Kolejny tak samo, ale na następnym pojawił się podbieg. Tutaj wszystko co biegłem poniżej 4:20 sprawiało, że nogi nie chciały się zginać w kolanach. Na szczęście podbiegi były krótkie i średnie tempo "bezpieczne" ustaliło mi się na poziomie 4:10-4:15. Przy tych tempach serce i płuca nudziły się wyraźnie, ale nogi nie pozwalały na więcej. Dobiegłem tak do 20km i kalkulując mniej więcej wyszło mi, że w okolicach życiówki mam szanse się zakręcić, jak przyfiniszuję poniżej 4:00. Ciekaw byłem też tego, jak zachowają się uda przy takiej szarży. Pocisnąłem więc trochę i 21km wszedł 3:54, a ostatnie 100m 3:35. Uda zachowały się grzecznie i jak to na finiszu, oddech i serce odwróciły uwagę od spięcia nóg. Dramatu i schowania się podwozia absolutnie nie było. Na mecie po naduszeniu stopera zobaczyłem 1:26:23 czyli 3s za mało do życiówki. Trochę kiepsko, ale jak na przygody z formą wydawało mi się całkiem OK. Tym bardziej, że kiedy przyszedł mi oficjalny czas SMS (1:26:24) postanowiłem sprawdzić czy moja życiówka z poprzedniego roku jest na pewno taka, jaka mi się wydaje. Okazało się, że przez rok zapomniało mi się o 5sek:) a życiówka wynosiła 1:26:25. Banan pojawił się na gębie, a bieg na kulawych nogach zakończył się PB pobitym o 1s:)!!!
Start ciekawy i z happy endem. Czy byłem gotowy na 1:25... Nie pobiegłem tego więc całościowo coś tam nie zgrało, ale: gdybym zaczął wolniej, gdybym założył kompresję na uda i łydki, gdybym nie sprawdzał się na 22h przed startem, gdybym zrobił normalny tygodniowy tappering... i pewnie jeszcze sporo innych gdybym.
Ja widzę potencjał. Nawet jakbym przyjął, że jestem na poziomie biegowym z roku poprzedniego, to progres rowerowy, pływacki i masa treningów zakładkowych sprawiają, że na nadchodzący sezon triatlonowy mogę patrzeć dość optymistycznie. Zdecydowanie muszę wrócić do siłowni i podbiegów w ramach prewencji powyższych kłopotów.
Poza tym, samo przebiegnięcie półmaratonu ze skurczami ud, jest rzeczą której można moim zdaniem doznać tylko na zawodach. Doświadczenie w ramach zbliżającego się pełnego bezcenne (oby się nie przydało). Zadowolony też jestem z tego, że nie zszedłem z trasy. Czasem z takich "przygód" można wynieść wiele i myślę, że w moim przypadku te 1:26:24 dało mi więcej niż bezproblemowo pobiegnięte 1:25:00 (choć oczywiście szkoda;) ).
Avatar użytkownika
pawelvod
 
Posty: 193
Dołączył(a): 15-11-2017, 09:15

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez kajet » 03-04-2019, 17:40

Gratki! Urwanie równo sekundy z PB to jest mistrzostwo świata :D

Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka
Wyszłem i poszłem na:
http://forum.triathlonlife.pl
Avatar użytkownika
kajet
 
Posty: 2563
Dołączył(a): 02-10-2014, 09:51

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez karolman » 03-04-2019, 18:48

to się nazywa bieganie! Gratulacje. Piękny wynik!
Avatar użytkownika
karolman
 
Posty: 672
Dołączył(a): 27-02-2017, 18:01
Lokalizacja: Koszalin

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez RafałM » 03-04-2019, 19:00

:ymapplause:
10km - 38:46
Półmaraton - 1:24.15
1/2 IM Sieraków 4:36.28
Olimpijka No Draft Skarżysko Kamienna 2:15
Triathlon Polska - 10:36h
http://forum.triathlonlife.pl/
Avatar użytkownika
RafałM
 
Posty: 1065
Dołączył(a): 30-10-2013, 14:39

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez Szajba » 03-04-2019, 22:15

Robisz połówkę w tempie mojego PB na 1 kilometr. Właściwie dla zdrowotności nie powinienem tego czytać, ale stało się :(
Avatar użytkownika
Szajba
 
Posty: 401
Dołączył(a): 20-11-2017, 14:25

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez Yellow » 03-04-2019, 22:19

Gratulacje!
Avatar użytkownika
Yellow
 
Posty: 237
Dołączył(a): 24-06-2017, 13:06

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez pawelvod » 01-05-2019, 09:54

Dzięki za gratulacje.
Od poprzedniego wpisu minęło już trochę czasu, a jako, że kwiecień właśnie dobiegł do końca warto by trochę wszystko podsumować.
W jednym zdaniu i najprościej: "powoli wszystko do przodu".
Tradycyjnie jednak dyscyplinami:
Pływanie:
Na początku kwietnia popłynąłem życiówkę na 400m (6:22). Trochę poprawy jest (poprzedni 6:34), ale nie czas jest tutaj najistotniejszy. Sporo ostatnio zmieniłem jeśli chodzi o technikę. Zaowocowało to zmniejszeniem cykli/50m z 25 do 22. Jeszcze wszytko wymaga opływania, żebym nabrał naturalności i nie czuł wymuszenia i sztuczności podczas pływania, ale idzie to w dobrym kierunku. Dodatkowo coraz częściej zaczynam pływać longi, bo mój grupowy trening pływacki to na ogół porządny łomot interwałowy, a z takiego przygotowania 3800m ciągiem ciężko było by zamknąć w dobrym czasie. Lada moment zaczną się warunki do pływania OW w piance i wtedy też zobaczymy jak moje prędkości mają się do tych z poprzedniego roku. Liczę na spory progres. W kwietniu wyszło 15 jednostek i 10h czystego pływania (zegarek odlicza przerwy między interwałami). W sumie pewnie grubo ponad 15h na basenie.
Rower:
Nowe FTP 330W (z 317W). Tym razem nie był to skok stuwatowy, więc nie bałem się ustawić treningi na nowo oszacowanej mocy. Trening wskaźnikowy, czyli nad/pod (3x12min. 95%/105%) domknięty, czyli moc oszacowana realnie. Jestem w połowie budowy pełnego IM high volume z TR i generalnie daje radę. Raz miałem problem z treningiem VO2max (12x3min 115%FTP), ale robiłem go po longu na basenie i długim rozbieganiu więc trochę się spodziewałem. Kilka 4-5h rozjazdów w aero już za mną i tutaj coraz lepiej czuję się po treningu. Najczęściej dorzucam 30-60min. roztruchtania i wygląda to obiecująco. Sumarycznie w kwietniu 17 treningów i 32h na rowerze.
Bieganie:
Po półmaratonie czas na lekkie odpuszczenie i zaczynam budowanie pod pełnego. Jeszcze trzysdziestek nie biegam, ale ostatnio weszło ciekawe kombo BS (16km w sobotę + 20km w niedzielę + 24km w poniedziałek). Nie za specjalnie kumulowałem zmęczenie. Achillesy też OK, więc jest baza do zwiększania intensywności i objętości. Te BS wchodziły wszystkie w okolicach 4:50-5:00, więc też nie jakieś strasznie wolne to truchtanie. W kwietniu w sumie wyszło 17 aktywności i 19h w biegu.

Całość 61h treningu (były ze 2 siłownie) nie licząc rozciągania (pewnie ze 3h też się uzbiera), rolowania i innych floss bandów. Ostatni tydzień TSS>1000 i 18:30h treningu. Robi się grubo i cały czas rośnie.
Na tą chwilę problem jaki widzę, to takie zarządzanie zmęczeniem, żeby mieć siłę i świeżość na te intensywne treningi. Opisany wyżej niedojechany VO2max to typowy przykład błędnego rozplanowania (choć pracę i życie pozatriathlonowe trzeba prowadzić i czasem z tego to wynika). Większość jednostek jednak udaje mi się ogarnąć w stanie jakim bym chciał. To co ma iść na świeżości, tak idzie, to co na zmęczeniu też daję radę i tutaj szczególnie żadnego problemu nie ma ;). Dodatkowo, jak to przy zwiększaniu objętości, brakuje czasu na trening uzupełniający i czym dalej w las tym gorzej. Tym bardziej, że jak robiłem siłownie 2x w tygodniu, to w zasadzie dzień po nic mnie nie bolało. Teraz jak wpadnie raz na dwa tygodnie, to przez 4 dni chodzę otłuczony i ciężko w tym czasie np: o luźny mocny bieg.

Za tydzień Kuźniowa Czasówka (15km). Zobaczymy co tam zapedałuję. Jak nie będzie padało, ultra wiało itd. to biedzie to fajny, pierwszy odnośnik co do rowerowej formy ten/poprzedni rok. Oczywiście zamelduję po, jak poszło.
Avatar użytkownika
pawelvod
 
Posty: 193
Dołączył(a): 15-11-2017, 09:15

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez robertino » 02-05-2019, 18:18

zadzroszczę. Formy rowerowej zwłaszcza, no i czasu na trening. Trzymam kciuki!
Avatar użytkownika
robertino
 
Posty: 1691
Dołączył(a): 01-08-2014, 15:50
Lokalizacja: Warszawa

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez pawelvod » 24-05-2019, 12:22

Coraz rzadsze te moje wpisy, ale nie oznacza to, że odpuszczam. Po prostu wszystko idzie standardowo... choć ostatnio trochę się działo, więc parę zdań można by namazać.
Zacznę od Kuźniowej Czasówki. Było jako tako, a konkretniej: wygrałem ją. 15,4km w 22:02. Śr prędkość 41,94km/h. Dlaczego jako tako... Na takim dystansie jak chce się pójść "w trupa" i na maksymalny wynik, to nie można zacząć za słabo ani za mocno. Ja trochę za mocno przycisnąłem na początku i koło 12km miałem lekki kryzys (2min. musiałem do 40 zwolnić). Generalnie trasa "w tą i z powrotem" z dwoma nawrotami i zakrętem, płaska, nieco połatany asfalt. Ruch otwarty i mijałem cofający do posesji samochód który zabrał mi kilka sekund. Złe rozłożenie sił też pewnie kilka zabrało. Poza tymi elementami cały czas 43-44 na liczniku więc wygląda to OK. Treningi które robiłem po zawodach wchodziły coraz luźniej co wskazywało by, że FTP znowu idzie w górę. Ostatnie 160km w tlenie weszło w 4:40 (34km/h), choć pomijając rozgrzewkę, schłodzenie i przejazdy przez ścieżki rowerowe/trylinki większość pięciokilometrówek wchodziło w okolicach 38-40km/h i wszystko było by super, gdyby... nie dziura w asfalcie przy 40km/h która do ostatniej chwili wyglądała jak płytka kałuża. Skończyło się pękniętym kaskiem i stłuczonymi żebrami. Takie to uroki naszego sportu. Mogło być znacznie gorzej. Jestem po 4 dniach przymusowej przerwy, ale dzisiaj spróbuję spokojnego basenu i mocnego roweru (trenażer). Bieg jeszcze ze 3-4 dni. Myślę, że paradoksalnie przerwa wielkiej krzywdy mi nie zrobi, jeśli wszystko wróci do normy w ciągu kolejnego tygodnia. Trochę świeżości w tym momencie przygotowań się przyda, a bez wymuszenia ciężko było by mi odpuścić. Dopiero teraz widzę jak się czuje w pełni wypoczęty, bo chyba już zapomniałem;).
Przed upadkiem mocno katowałem pływanie i ostatni test 3800m wszedł w 1h05min. przy założeniu, że tempo jest tlenowe do końca. Myślę, że spokojnie jeszcze coś ugram do startu.
Bieganie też trzymam na swoim poziomie i regularnie wydłużam się. Tutaj przerwa trochę zakuci przygotowania i niewielkie tasowania w planie będę musiał zrobić. Achillesy jednak odpoczną i też może się okazać, że sumarycznie wyjdzie to na +.
Cel na teraz to olimpijka bez draftu w Grodzisku. Są to jednocześnie Mistrzostwa Kuźni w triathlonie, więc warto by pocisnąć. To już w przyszły weekend, więc może być różnie (żebra), ale jak się doleczę to pójdę pełną parą, bo będzie to pierwszy sprawdzian w tym sezonie. O wszystkim oczywiście zamelduję po...
To chyba tyle na ten raz;)
Avatar użytkownika
pawelvod
 
Posty: 193
Dołączył(a): 15-11-2017, 09:15

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez weekendowy » 24-05-2019, 12:38

Graty za czasówkę!!! ale zastanawiam się nad jednym zdaniem..."Trochę świeżości w tym momencie przygotowań się przyda, a bez wymuszenia ciężko było by mi odpuścić." ..... ten stan to się chyba jakoś nazywa w medycynie?! ;) .... Zdrowia i powodzenia w stracie i obyśmy potrafili z lekkim sumieniem odpuszczać w odpowiednich momentach...
Avatar użytkownika
weekendowy
 
Posty: 1389
Dołączył(a): 27-04-2016, 12:55
Lokalizacja: Słupsk

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez Czeskom » 24-05-2019, 13:02

Gratulacje!
Dobrze widzieć, że ciężka systematyczna praca daje rezultaty.
Powodzenia na tej olimpijce; walcz!
Avatar użytkownika
Czeskom
 
Posty: 1025
Dołączył(a): 10-04-2015, 01:19

Re: polecamy

Postprzez xTri pro

Avatar użytkownika
xTRI.pl Pro
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Dzienniki triathlonowe

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość