kalendarz triathlon

[dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

W tym dziale znajdziesz dzienniki treningowe forumowiczów. Jeżeli chcesz założyć własny dziennik, przeczytaj temat z zasadami wewnątrz tego działu.
Regulamin działu Chcesz prowadzić własny dziennik treningowy na forum xTRI.pl? Koniecznie przeczytaj ten artykuł

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez robertino » 24-05-2019, 14:08

ładnie pocisnąłeś. I widzimy się w Grodzisku!! jaki czas zakładasz total?
Avatar użytkownika
robertino
 
Posty: 1636
Dołączył(a): 01-08-2014, 15:50
Lokalizacja: Warszawa

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez pawelvod » 24-05-2019, 14:32

Zależy od żeber i trasy. Na Warszawę chciałem z dużym zapasem poniżej 2:15.
Avatar użytkownika
pawelvod
 
Posty: 189
Dołączył(a): 15-11-2017, 09:15

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez robertino » 24-05-2019, 14:33

myślę, że stać Cię na więcej :)


Sent from my iPhone using Tapatalk Pro
Avatar użytkownika
robertino
 
Posty: 1636
Dołączył(a): 01-08-2014, 15:50
Lokalizacja: Warszawa

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez kajet » 24-05-2019, 16:51

Słodki Jezu!!!
(To a propos wszystkiego).

Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka
"People tend to break and don't want the pain anymore. He ([Sanders]) just seems to fucking enjoy it" - S. Kienle
https://enduhub.com/pl/kajet/
Avatar użytkownika
kajet
 
Posty: 2455
Dołączył(a): 02-10-2014, 09:51

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez pawelvod » 24-05-2019, 18:06

Lepiej bym tego nie ujął Kajet;) Co do więcej, to zarówno Grodzisk jak i Warszawę (zwłaszcza po wywrotce, która zabrała jednak trochę czasu) będę robił z marszu jako mocny trening. Dodatkowo conajmniej tydzień bez biegania jest nie do odrobienia w tygodniu przedstartowym. Może na Warszawę będzie pełen potencjał. Jasne, że myślę o 2:10, ale to raczej było by realne jakbym na większych prędkościach trenował. Ja jednak idę treningiem pod pełnego z założeniem szczytu formy za dwa miesiące, a wszystko po drodze to tylko trening.
Avatar użytkownika
pawelvod
 
Posty: 189
Dołączył(a): 15-11-2017, 09:15

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez pawelvod » 03-06-2019, 09:49

No i po inauguracji sezonu.
Ciężko jednoznacznie ocenić to co się zdarzyło... Złożyło się na to kilka przyczyn. Po pierwsze upadek dwa tygodnie wcześniej. Od tamtego czasu żebra w zasadzie nie pozwalały na trening pływacki i biegowy.
Pod koniec pierwszego tygodnia przerwy pojawiłem się na basenie raz i przepłynąłem… 150m. Co do biegania weszło 5km na bieżni mechanicznej z zaciśniętymi zębami i 4km na zewnątrz, gdzie pod koniec drugiego kilometra złapała mnie kolka i wróciłem marszobiegiem. Rower niby mogłem trenować i jakieś tam treningi robiłem, ale ciężko o motywację kiedy nie można dawać z siebie tyle ile by się chciało. Dodatkowo ciężko z dnia na dzień obciąć michę z 4500kcal do 2000kcal wiec waga szła regularnie w górę.
W połowie drugiego tygodnia dalej dobrze nie było, ale musiałem zdecydować, czy w ogóle podchodzić do startu. Jasnym stało się, że nie będę w 100% sprawny, a na pewno będę w dołku formy, ale jako dobry trening na "nowy początek" fajnie było by się zdecydować. W czwartek poszedłem na basen i zrobiłem 4x400m. Wszystkie weszły kilka sek. poniżej 7:00, choć ból boku towarzyszył cały trening. Po basenie odpaliłem bieżnię mechaniczną i strzeliłem 10km po 4:45 (końcówka 4:30). Też nieco kuły żebra, ale dało się biegać. W związku z tym zapadła decyzja... START.
W piątek odkurzyłem piankę i popływałem OW, żeby zobaczyć, czy pamiętam jak to się robi;). Weszło 1500m w okolicach 1:46 (z lekką rezerwą i równie lekkim bólem żeber). Siadłem też na rower i zrobiłem 1,5h z dwugodzinnego Polar Bear (80-85% FTP). Moc trzymałem w okolicach 270-290W i nie sprawiało to wielkiego problemu. Nie katowałem co prawda oreo za wszelką cenę ze względu na żebra. W sytuacji kiedy nie musiałem przyspieszać i pogłębiać oddechu rower wydawał się OK.
Jako, że start miał być treningowy postanowiłem nie odpuszczać w sobotę, tylko zrobić normalne treningi. Zacząłem od pływania OW. W planach było znowu 1,5km, ale na pierwszej pętli zaobserwowałem, że mocno czuję ramiona po wczorajszym treningu więc skróciłem zabawę do 850m które weszły w okolicach 1:46/100m.
Potem pobiegłem 10km z czego 4km narastającym tempem (zacząłem 4:45, a czwarty 4:00). Nie było z tym problemów. Ból żeber niewielki. Dorzuciłem 10x100m rytmów w tempie subMax. Trening ten w zasadzie wykluczał jakieś fajerwerki dnia następnego, ale fajnie komponował mi się ze startem jako mikrocykl przyspieszający powrót formy biegowej na zaś. Dodatkowo przetestowałem bieganie w butach startowych bez skarpet i wydawało się, że jest OK. W normalnych warunkach test/przyzwyczajanie trwałoby oczywiście kilka treningów.
No i z takimi problemami stanąłem na starcie...
Pływanie:
Tutaj dwie pętle z wybiegnięciem z wody. Ustawiłem się względnie z przodu, ale i tak na początku sporo wyprzedzania wolniejszych i trochę pralki. Płynąc zdałem sobie sprawę, że wyciągnięty w wodzie mam w zasadzie nieosłonięte miejsce którego nawet dotknięcie sprawia, że odruchowo zwijam się w kulkę. Było to dokuczliwe szczególnie pod koniec pierwszej pętli gdy wpłynęliśmy na żabkarzy z dystansu sprinterskiego. Sporo dodatkowej energii kosztowało mnie izolowanie boku przed kopniakami. Koniec końcem popłynąłem na prawie 100% tego co miałem na tamtą chwilę i wybiegłem z czasem 25:01. Myślę, że potencjał jest na nieco więcej.
T1:
Tutaj bez przygód. W zasadzie do odnotowania fakt, że ze względu na ból przy podskokach nie trenowałem flying mount i tegoroczny debiut manewru nastąpił bezpośrednio na zawodach. Wszystko OK, oprócz momentu sięgania do rzepu buta po chorej stronie. Zaciśnięte zęby i poszło.
Rower:
Tutaj moim założeniem było nie wychodzenie poza wysiłek przyspieszający oddech. Jechałem coś około tempa 1/2IM pewnie. Na zakrętach upadek siedział w głowie i trochę częściej niż zwykle wychodziłem z aero. Tasowałem się z kolegami z Kuźni którzy biegają nieco szybciej niż ja i przez moment miałem nawet chęć pocisnąć, żeby spróbować wypracować przewagę na bieg, ale zdrowy rozsądek wygrał. No może nie do końca, bo na 4km przed metą postanowiłem wejść na tętna olimpijki, co spowodowało wzrost śr. prędkości o 1-2km/h i wypracowanie kilkunastu sek. przewagi. Co do czasu to byłem dość precyzyjny. Równo 1h.
T2:
Tutaj się działo...
Po pierwsze trasa była niedomierzona (miała 38,6km), a ja byłem pierwszy raz w Grodzisku, więc po serii zakrętów belka strefy objawiła mi się niespodziewanie. Oczywiście nie było sensu wyciągać stóp z butów więc do strefy wbiegłem w kapciach. Nieco to zaburzyło całą przebierankę i przy wybieganiu ze strefy gdy chciałem nadusić "lap" w gremlinie uświadomiłem sobie, że...!!! został na kierownicy w rowerze.
Bieg:
Totalnie na czuja, bez tętna i tempa. Bok nie dokuczał strasznie, ale jednak odczuwanie tempa zaburzał. Dodatkowo rzadko kiedy robię mocne bieganie po tak mocnym rowerze więc odczucie tempa mówiło mi, że biegnę coś pomiędzy 4:30 a 5:30...
Nie forsowałem za bardzo, żeby nie skończyło się skurczem przyczepu przepony w miejscu potłuczonego żebra (czyli kolką). Bieg dłużył się jednak bardzo. Na drugiej pętli dopytywałem obsługę trasy, czy olimpijka to na pewno 4 pętle, bo byłem przekonany, że te dwie to było koło dychy;). Okazało się jednak, że trzeba pobiec cztery i tak też zrobiłem. Na ostatniej pętli nieco przyspieszyłem, bo na kolkę się nie zanosiło. Całkiem świeży wbiegłem na metę z czasem 2:11:42. Z biegu (też niedomierzonego około 400m wg trackingu innych osób) wyszło 42:43. Tutaj rezerwy były największe, zarówno pod względem włożonego wysiłku, jak i przygotowaniu przed (mocny trening w przededniu i dwutygodniowa przerwa).

Sam nie wiem jak ocenić ten start. Tak naprawdę wynik czasowy w mojej ocenie bardzo dobry i uzyskany w trakcie kontuzji. Przed startem brałbym go w ciemno. Ocenę utrudnia natomiast klasyfikacja. Byłem 22 na 252 osoby, czyli albo trasa bardzo szybka, albo poziom ponadstandardowy. W tamtym roku w Warszawie na Olimpijce z takim czasem byłbym 4 w kategorii wiekowej (na 1500 startujących), tutaj 7...
Avatar użytkownika
pawelvod
 
Posty: 189
Dołączył(a): 15-11-2017, 09:15

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez Czeskom » 03-06-2019, 15:01

Kozak wynik, szczególnie, ze po kontuzji i w treningu.
Szczere gratulacje!
Avatar użytkownika
Czeskom
 
Posty: 991
Dołączył(a): 10-04-2015, 01:19

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez robertino » 03-06-2019, 15:47

ciekawa relacja Paweł. Gratulacje całkiem niezłego wyniku jak na poobijane żebra. Co do trasy, to rower mam zmierzony bardzo podobnie. Czyli do 5150 Warszawa trzebaby doliczyć pewnie około 2-3min. Wtedy z 2:11, zrobiłbyś 2:13-2:14 Co do biegu, to na odprawie mówili, że trasa biegu była atestowana. Przypuszczam, że mierzona było po ulicy, a wszyscy (włącznie ze mną) ścinali po chodnikach, bo przecież chodzi o jak najlepszy czas, a nie jak najlepsze tempo.
Impreza w Grodzisku była pierwszy raz i, z tego co zapowiadali, to w przyszłym roku droga ma być już wyremontowana, więc powinno być lepiej. Z dojazdem do belki na nawrót powinno być pełne 40km.
Widzimy się w Warszawie :)
Avatar użytkownika
robertino
 
Posty: 1636
Dołączył(a): 01-08-2014, 15:50
Lokalizacja: Warszawa

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez kajet » 03-06-2019, 19:33

Note to self: nie startować z @pavelvod-em, żeby się nie nabawić kompleksów.

Piękny start panie, piękny.
"People tend to break and don't want the pain anymore. He ([Sanders]) just seems to fucking enjoy it" - S. Kienle
https://enduhub.com/pl/kajet/
Avatar użytkownika
kajet
 
Posty: 2455
Dołączył(a): 02-10-2014, 09:51

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez Szajba » 03-06-2019, 22:31

Rozumiem że można szybko biegać, albo szybko jeździć, ale żeby szybko biegać, szybko jeździć a do pływania ustawiać się w pierwszej linii i jeszcze wyprzedzać?
To nie na moją głowę ;)
Gratulacje :)
Avatar użytkownika
Szajba
 
Posty: 383
Dołączył(a): 20-11-2017, 14:25

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez qbs » 05-06-2019, 09:50

Pięknie, co to będzie jak wystartujesz w 100% dyspozycji :ymapplause:
Avatar użytkownika
qbs
 
Posty: 719
Dołączył(a): 15-11-2015, 22:57

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez pawelvod » 16-06-2019, 16:15

No i po 5150 Warszawa. Trochę czasu mam, więc tym razem na gorąco opiszę co i jak.
Żeby jednak złapać kontekst przypomnę o swojej glebie rowerowej 4 tygodnie temu. Jak pisałem wcześniej, przeleciałem sobie pod USG wszystkie bolące gnaty i złamań nie widziałem, jednak po 3 tygodniach spania na jednym boku straciłem cierpliwość i prześwietliłem klatkę. Okazało się, że bolące żebra (VIII i IX) nie są złamane, ale za to IV jak najbardziej... Trochę to siadło w głowę i znowu miałem problemy motywacyjne i zdrowotne na co sobie mogę pozwolić... Jednak w niewiedzy po drodze (tydzien wcześniej) przytrafiła się próba biologiczna - start na olimpijce;) a biorąc pod uwagę specyfikę złamania, po rozmowach zaprzyjaźnionymi torakochirurgami dostałem, nieoficjalne oczywiście, zielone światło.
Zresztą przed RTG wpadło kilka fajnych treningów zarówno rowerowych jak i biegowych. Z takim to właśnie nastawieniem stawałem do dzisiejszego startu.

Pływanie:
Tutaj pierwsze przeżycie, bo ze względu na temp. wody, start bez pianek!!! Nigdy nie pływałem w stroju tri, więc nie bardzo wiedziałem czego się spodziewać. Wiedziałem natomiast, że będzie dużo wolniej niż w piance.
Na starcie spotkałem kolegę @robertino, którego poznałem dzięki zdjęciu z pudła w Grodzisku;) Chwila pogawędki i ognia.
Ustawiłem się w pierwszej strefie, ale chyba jednak zbyt pasywnie. Podczas całego dystansu wyprzedzałem i z wody wyszedłem w całkiem dobrym stanie. Czas 30:08 (107 open, 18AG). Myślę, że do wody wchodziłem około 200 miejsca i to wyprzedzanie uspokoiło mnie za bardzo. Dodatkowo jakbym wszedł wcześniej 2 min to i wcześniej bym wyszedł (co rzutowało na rower). Dodatkowo kilka sekund bym zyskał dzięki mniejszemu szarpaniu przy wyprzedzaniu, a i na załapanie się w szybkie nogi była by większa szansa. Czas na początku wydawał mi się katastrofalny, ale okazało się, że jest całkiem OK.
T1:
Z wody wyszedłem świeży więc i czas OK (2:42). 38 open.
Rower:
Tutaj trochę nasmaruję i ciekaw jestem Waszego zdania na niektóre zagadnienia które poruszę. Na początek Flying mount z małym problemem, bo wysunął mi się całkowicie rzep ze sprzączki buta i chwile grzebałem przy nodze, zanim porządnie się zapiąłem. Po złapaniu rytmu wrzuciłem swoje 41-43km/h i tak jechałem kilka kilometrów. I tu zaczyna się problem. Zbliżyłem się powoli do grupy około 5 osób jadących we względnie przepisowych odległościach około 39km/h. Przyspieszyłem do 45km/h i wyprzedziłem ten wagonik. Po wyprzedzeniu tętno wzrosło do 155 co oznaczało, że wychodzę poza bezpieczny limit. Zwolniłem do 40km/h i od razu dostałem kontrę. Oczywiście jako wyprzedzany zgodnie z regulaminem postanowiłem w ciągu 5sek. wyjść ze strefy 10m, więc zwolniłem. Poskutkowało to tym, że kolejne cztery osoby wyprzedziły mnie jedna po drugiej. Manewr ten trwał pewnie około minuty i spowodował, że zredukowałem prędkość do 36-37km/h. Po takiej minucie znalazłem się na końcu tego pociągu wybyczony, jak młody bóg i zrozumiałem dlaczego dostałem tą kontrę. Jechać 39km/h za wszystkimi za wolno i bez sensu, więc decyzja jedna. 45km/h i ognia cały wagonik. Po minucie na czele, tętno 155 i cała zabawa od nowa. Nie szło się z tego wyrwać. Nie byłem w stanie pociągnąć po takiej serii wyprzedzań na tyle mocno, żeby urwać grupę. Poza tym, co by nie było, nawet trzymając przepisowe odległości na sześciu kolarzy jadących za tobą ten piąty i szósty odpoczywa znacznie (bo pomijając draft strumień powietrza jest już wyraźnie ruszony do przodu przy takim pociągu) i nie ma w tym nic dziwnego, że przy względnie podobnych mocach, ogon po jakimś czasie uznaje, że nuda i zaczyna wyprzedzać, a pary wystarcza właśnie na wyprzedzenie. Napatoczyła się na to wszystko Pani sędzia na motorze. Ja akurat byłem na końcu. Nawymachiwała się, żeby się rozjechać, ale po zwolnieniu do 34km/h zacząłem stygnąć i nie widziałem sensu w takiej jeździe i łapiąc 45km/h wyprzedziłem całą bandę. Utrzymałem około 41km/h i wydawało mi się, że się urwałem, ale oczywiście za kilka minut dostałem kontrę od całego "peletonu" i znowu będąc na końcu i jadąc 40km/h łapałem nudę... Czym dłużej jechaliśmy tym więcej osób po drodze łapało się w ten korowód. W zasadzie dopiero na podjeździe na most północny można było wykorzystać moc i się urwać. Pocisnąłem do przodu i jechałem spokojnie sam. Wiatr się zmienił, trochę z górki i złapałem 43-44km/h. W oddali był jeden zawodnik, którego powoli dochodziłem. Złapałem go na wybrzeżu Gdańskim. Żeby nie było sytuacji z kontrą postanowiłem dać sobie chwilę wytchnienia przed wyprzedzeniem. Odliczyłem około 6-7 rowerów odległości (na moje oko 15m) i korzystając ze zwolnienia do 41km/h usiadłem w aero z zębami przy przedramionach. Na to pojawiła się Pani sędzia i wlepiła mi karę za draft... Ot tyle. Trochę wybiło mnie to z rytmu, bo musiałem dogadać się gdzie to odbyć więc wyprostowałem się na łapach i zwolniłem do 39km/h. Teraz jestem trochę skonfundowany. Nie wiem czy to moja ocena odległości jest zaburzona i 6-7 wirtualnych rowerów pomiędzy zawodnikami to nie wystarczająca odległość? Jeśli tak to jestem w stanie jechać w plener z metrem i ustawiać sobie oko, żeby sytuacja nie powtórzyła się na pełnym... Obawiam się jednak, że było to 10m z dużym zapasem. Może to moja pozycja ekstremalnego aero robiła wrażenie, że szukam draftu, choć zdecydowanie przy jednej osobie przede mną, było zdecydowanie za daleko, żeby cokolwiek z tego zyskać. Może na koniec to Pani sędzia ma wmawiane co wieczór, że to co nie ma 20cm jednak je ma i przy zmianie skali o pomyłkę nie trudno... Dziwie się, że w dzisiejszych czasach nie można w momencie nakładania kary strzelić foty, która przy dwóch rowerach jadących jeden za drugim (o znanych wymiarach) pozwalała by na bardzo dokładną weryfikację odległości. Myślę, że dużo kar było by podważanych i stąd brak takiej praktyki, bo technicznie to bułka z masłem. Kontynuując. Zaraz po nałożeniu kary, wypoczęty pogaduchą, siadłem w oero i doszedłem "sprawcę" domniemanego draftu. Tym razem nie chciałem się już bawić w czekanie i przymierzałem się wyprzedzania, ale wjechaliśmy w tunel. Tutaj kolejny zonk. Miałem dość ciemne okulary i w zasadzie byłem w stanie zobaczyć tylko światła oświetlające tunel. Totalny brak widoczności tego po czym jadę. Po fikołku nadal coś siedzi mi w głowie, więc reakcja tylko jedna. Górny chwyt i zwolnienie. Myślałem, żeby zdjąć okulary, ale po pierwsze, bałem się zabrać rękę z kierownicy przy około 40km/h bez widoczności po czym jadę, a po drugie wiedziałem, że za tunelem jest belka. Za rok jakbym startował i trasa się nie zmieni, to za w czasu gogle ściągnę przed tunelem. Po wyjechaniu z tunelu bezproblemowy flying dismount i 1:00:26 (32 open, 6 AW). Jak patrzę na stravę to było trochę dłużej (40,8km w zasadzie u wszystkich którzy wrzucili tracking) i średnia wyszła 40,8km/h. Żeby było śmieszniej własny gremlin, wyhodowany na połamanych żebrach i łokciach stanął po stronie Pani sędzi dając mi za jazdę odznakę "W cieniu aerodynamicznym" (za 40km poniżej 1h)!!! Chyba mu hard reset za to zrobię;).
Zapomniałem jeszcze, że po drodze zgubiłem bidon aero (elite crono CX). Ma ktoś może namiary na polski sklep, żeby na przyszły weekend przyszedł (sam bidon bez koszyka)?
T2:
Sama zmiana super. 1:33. Niestety pierwsze w życiu dodatkowe 2min. w namiocie kar:(
Bieg:
Namiot kar miał dwa skutki. Po pierwsze trochę oddechu, ale po zwolnieniu w tunelu nie byłem za bardzo zmęczony. Po drugie nieco się zdeprymowałem. Wiedząc, że ew. pudło poszło, jakoś ciężej się zabrać do roboty. Biegłem mocno, ale nie "w trupa" i doczłapałem się w 41:51 wg. zegarka, bo na stronie oficjalnej coś szwankuje czas biegu.
Całość 2:19:08. 47/966 M i 7/239 M40. Bez kary było by trochę szybciej, ale czy pudło uciekło, ciężko powiedzieć.
Po całej zabawie udaliśmy się z @robertino na masaż. Mieli tam takie fajne urządzenie do masażu. (coś jak mini młot pneumatyczny z gumową kulą na końcu). Spodobało mi się to "cuś" bardzo. Do tego stopnia, że postanowiłem poszukać ustrojstwa u wujka googla... Jednak po wpisaniu masażer kulowy wyskoczył mi asortyment o zupełnie odmiennym zastosowaniu;)
Koniec końców znalazłem cholerstwo, ale kosztuje 1500zł. Alternatywa od majfriendów jak najbardziej dostępna pod hasłem "massage gun" dla zainteresowanych;)

Następny start to 1/2 IM w Suszu za tydzień. Mam nadzieję na trochę lepszy wystep, bo po pierwsze żebro jeszcze tydzień się pozrasta, po drugie zdecydowanie stosunek pływanie/rower korzystniejszy, a po trzecie może pianki dopuszczą.
Avatar użytkownika
pawelvod
 
Posty: 189
Dołączył(a): 15-11-2017, 09:15

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez kajet » 16-06-2019, 18:57

Relacja rewelacja!!
No wynik też trochę lepszy od mojej zeszłorocznej pożal się Boże życiówki :D
Graty.

Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka
"People tend to break and don't want the pain anymore. He ([Sanders]) just seems to fucking enjoy it" - S. Kienle
https://enduhub.com/pl/kajet/
Avatar użytkownika
kajet
 
Posty: 2455
Dołączył(a): 02-10-2014, 09:51

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez Maciej z NT » 17-06-2019, 07:56

Super relacja, gratuluję startu i wyniku. Pierwsza kara boli potem już z górki, drobne kradzieże, rozboje ... =))
You'll Never Walk Alone
Avatar użytkownika
Maciej z NT
 
Posty: 562
Dołączył(a): 10-05-2013, 11:12
Lokalizacja: Nowy Tomyśl

Re: [dziennik treningowy] Paweł mocny debiut

Postprzez Czeskom » 17-06-2019, 09:32

Gratulacje! Jakby nie te wszystkie przygody pewnie 2:15 byś złamał.
Co do hypervolta to ja tez jestem nim zachwycony; na razie kupuje za 4 stówy z Ali , jak bedzie bardzo głośny albo dużo gorszy to pomyśle nad oryginałem. Gwarancja dobra rzecz, a na opiniach Amazona sporo info o usterkach..
Avatar użytkownika
Czeskom
 
Posty: 991
Dołączył(a): 10-04-2015, 01:19

Re: polecamy

Postprzez xTri pro

Avatar użytkownika
xTRI.pl Pro
 

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Dzienniki triathlonowe

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: karolman, Kik_81 i 3 gości