kalendarz triathlon

[18.08.2017] PolskaMan Wolsztyn - sprint, olimpijka, 1/2 i pełny

Re: [18.08.2017] PolskaMan Wolsztyn - sprint, olimpijka, 1/2 i pełny

Postprzez Kazikus » 15-08-2017, 12:12

Ja też pełny cisnę więc w piątek na piwko nie bardzo ale zostaję do niedzieli więc w sobotę bardzo chętnie :) jak dożyję oczywiście ;)
Avatar użytkownika
Kazikus
 
Posty: 17
Dołączył(a): 06-04-2014, 21:56

Re: [18.08.2017] PolskaMan Wolsztyn - sprint, olimpijka, 1/2 i pełny

Postprzez kuffs » 17-08-2017, 21:29

Przerabialiście zawody w Wolsztynie? W regulaminie jest napisane, że odprawa techniczna jest obowiązkowa (jak każda), ale mają sprawdzać obecność z czym dotąd się nie spotkałem. Wiecie coś o tym? Średnio mi pasuje z czasem w sobotę i mogę mieć problem z dotarciem.
Avatar użytkownika
kuffs
 
Posty: 68
Dołączył(a): 25-08-2015, 17:37

Re: [18.08.2017] PolskaMan Wolsztyn - sprint, olimpijka, 1/2 i pełny

Postprzez Kazikus » 18-08-2017, 16:52

Startuję w tym roku po raz trzeci w Wolsztynie i na odprawie jeszcze nie byłem :)
Avatar użytkownika
Kazikus
 
Posty: 17
Dołączył(a): 06-04-2014, 21:56

Re: [18.08.2017] PolskaMan Wolsztyn - sprint, olimpijka, 1/2 i pełny

Postprzez lysy » 22-08-2017, 06:39

Hej @Kazikus, czekamy na Twoją historię :)
42195m 3:23:55 (2012); 21098m 1:26:42 (2019); 10km 38:15 (2015)
1/4IM 2:12:58 Ślesin 2019
1/2IM 4:35:40 Susz 2019
IM 10:13:31 Wolsztyn 2018
Avatar użytkownika
lysy
 
Posty: 1032
Dołączył(a): 11-10-2012, 20:02
Lokalizacja: Grodzisk Mazowiecki

Re: [18.08.2017] PolskaMan Wolsztyn - sprint, olimpijka, 1/2 i pełny

Postprzez Kazikus » 23-08-2017, 12:48

A co tu opisywać? Przyjechałem, wystartowałem, ukończyłem :)

Trzeba przyznać, że przeżycie jest ogromne. Pomimo tego, że podszedłem do startu bardzo spokojnie, metodycznie i konsekwentnie realizowałem założenia, to jednak żadne zawody do tej pory nie dostarczyły mi takiej adrenaliny. Ale po kolei.
W noc przed nie zmrużyłem oka. Na szczęście wiedziałem, że tak może być i nie przejmowałem się za bardzo. Z fachowej literatury i relacji innych wiedziałem, że ta ostatnia noc przed startem nie ma dużego znaczenia - ważne, żeby wcześniej solidnie wypocząć i się wyspać. Dlatego też załatwiłem sobie cały praktycznie tydzień wcześniej wolne w pracy i dobrze to wykorzystałem.
Kiedy o 4:15 w sobotę zadzwonił budzik, to większym zmartwieniem był dla mnie ulewny deszcz. Zawsze to lepiej niż trzydziestostopniowy upał - pomyślałem, grunt to optymizm :) I to chyba pomogło, bo gdy o 5:05 zaparkowałem auto przy wolsztyńskim rynku, gdzie była strefa zmian, to już z nieba nic nie leciało.
W strefie okazało się, że miesiące przemyśleń i planowania, tydzień spisywania rzeczy do zabrania i dwa wieczory pakowania do podpisanych reklamówek dziesiątków dupereli, które mogłyby się przydać, nie wystarczyły, aby mieć przy sobie wszystko, co niezbędne do startu. Przy sobie i w aucie tuż obok miałem dosłownie wszystko: od czterech par okularków do pływania, przez dwie pary butów do biegania, dwa komplety kół, drugi strój do triathlonu aż po zapasowy łańcuch i klucz do jego rozkuwania. Oprócz... numeru startowego - tenże spoczywał sobie spokojnie, złożony na pół, w tylnej kieszeni spodni, w których dzień wcześniej wprowadzałem rower do strefy, a które to dzisiaj wisiały na oparciu fotela w naszym pokoju w motelu Orion :) Ale spokojnie, przecież nie po to moja ekipa liczyła trzy osoby i dysponowała dwoma samochodami, żeby to miał być krytyczny problem, szczególnie że numer na pływanie wcale nie jest potrzebny. Bez stresu dopompowałem koła, tym razem do ośmiu barów a nie prawie dziesięciu jak w Poznaniu (co skończyło się tam siedemnastatominutową pierwszą zmianą) i poszedłem na miejsce startu pływania. Tam przekazałem mojemu teamowi co, skąd i na kiedy potrzebuję i punkt szósta zacząłem największą wykańczalnię w moim dotychczasowym życiu.
Na pływaniu podobnie jak rok temu, niespodzianka - gdy mój garmin odpikał ukończony czwarty kilometr, to miejsce wyjścia z wody było jeszcze hen daleko. W sumie zegarek naliczył mi 4400 metrów i prawie półtorej godziny w wodzie. A specjalnie dzień wcześniej byłem na odprawie i to tej po niemiecku, żeby w języku ojczystym organizatora zapytać go, jak płyniemy - nie pomogło. Coś znowu poszło nie tak z organizacją trasy pływackiej, ale może to pomysł na marketing: Wolsztyn pokazuje, jak najlepiej umie, swój główny atut - piękne jezioro. No nic, nie było co się martwić, w końcu nie przyjechałem tu walczyć o czas, tylko o ukończenie królewskiego dystansu i związaną z tym nieśmiertelność. Dalej zgodnie z planem - mówiłem do siebie i tak też zrobiłem.
Rower był spokojny ze średnią lekko ponad 30km/h na kadencji jak najbardziej zbliżonej do 90, żeby nie zajechać nóg przed maratonem. Pogoda była praktycznie idealna, a nawet żałowałem na początku, że nie założyłem rękawków, bo było chłodnawo. Dla urozmaicenia sobie czasu recytowałem, nawet na głos, wszystkie bajki, które czytam córce i które znam na pamięć. Moi podawali mi jedzenie (ryż z kurczakiem, żele ALE i batoniki "Dobra kaloria") i bidony z domowym izotonikiem - wszystko przetestowane wcześniej na długich treningach. Przez brak wysokiej temperatury piłem mniej niż zakładałem, ale jedzenia starałem się pilnować. Poszły cztery żele, dwa batoniki i cztery tutki z ryżem, chociaż na ostatniej pętli już musiałem w siebie wmuszać.
Zejście z roweru było bolesne: oba kolana miałem dziwnie skostniałe, chyba z zimna, łydki i uda też sygnalizowały, że im ciężko. Ja cieszyłem się natomiast, że nie przydał się żaden zapasowy osprzęt do roweru. Teraz już tylko maraton i jesteśmy w domu. W T2 spokojnie wszystko sprawdziłem - czy nie trzeba zmienić skarpet, czy czapeczka potrzebna, czy pulsometr się nie zsunął. Wziąłem dwa żele do kieszeni stroju i w drogę. Na początku czułem się dziwnie. Kolana szybko się rozruszały, pasmo biodrowo-piszczelowe, z którym dawniej miałem problemy, a ostatnio zaczęło się odzywać i które czułem dzisiaj na rowerze, umilkło. Za to czułem, że prawy achilles boleśnie ociera o but, co było nowością wśród moich różnych przypadłości biegowych. No dobra, nie myśl o tym, Kazik! Uśmiechaj się do wszystkich, rozmawiaj z towarzyszami niedoli, pozdrawiaj kibiców i wolontariuszy na punktach żywieniowych. Wtedy stan umysłu, zwany przez amatorów bólem, sam zniknie! I to pomagało, chociaż zaczęły pojawiać się inne problemy, na szczęście tylko psychiczne. Kiedy po niecałych trzech kilometrach po raz pierwszy obiegałem wolsztyński stadion uzmysłowiłem sobie skalę tego, co mnie czeka: jeszcze siedem razy tutaj i osiem razy po drugiej stronie miasta! Masakra! Jak ja to zrobię? I jeszcze w połowie każdej pętli ten cholerny drewniany mostek dla pieszych, którego nie chciało im się zrobić bardziej płaskim. Pamiętałem go z połówki w zeszłym roku, dzisiaj już go raz przebiegłem i jeszcze tylko piętnaście razy! Trudno, trzeba to jakoś przetrwać. Do około 13km udało się trzymać tempo poniżej 6min/km, ale potem zaczęło być coraz gorzej. Nie żeby mnie to jakoś zaskoczyło, wiadomo było przecież, że z czasem będę zdychał - żaden ze mnie kozak biegowy. Spokojnie obserwowałem tętno i starałem się robić jak najkrótsze kroki, aby nie nadwyrężać nóg. Po dwudziestu kilometrach już nie byłem w stanie utrzymać tempa poniżej 7min/km i doszedłem do wniosku, że jak będę szedł przez punkty żywieniowe, to dużo nie stracę. Szczególnie, że już dwa razy tego dnia zakrztusiłem się pijąc z kubka w biegu. To była dobra decyzja - tempo nie spadło bo po kilkunastu krokach marszu łatwiej było biec, a czułem się lepiej i fizycznie i psychicznie. Od trzydziestego kilometra zaczęła powoli rosnąć we mnie euforia, że się uda, że już żadna awaria, żadna kontuzja nie powstrzyma mnie przed dotarciem na metę. Żele przestały wchodzić, ale za to arbuza, kolę i wodę do popicia brałem na każdym punkcie. Kibice robili świetną robotę - do mojej żony i kolegi, Ironmana z zeszłego roku z Poznania, którzy pomagali mi od początku, dołączył kolega z pracy, też triathlonista, który przyjechał dopingować mnie z żoną i dwójką dzieci. Było super - okrzyki, oklaski, trąbki zagrzewały mnie do dalszej walki. Gdy rozpocząłem ostatnią pętlę, emocje sięgnęły zenitu. Już każdy mijany zawodnik widząc banana na mojej twarzy uśmiechał się i mówił: "ostatnia, co?" :) Dwa kilometry przed metą stwierdziłem, że nie ma co się już oszczędzać i przyspieszyłem. Zdążyłem jeszcze podziękować wszystkim wolontariuszom na punkcie żywieniowym i zbieg na metę - JEEEEEST :D Udało się ukończyć i to ukończyć w dobrej formie. Bez kontuzji, bez awarii sprzętu, bez zgonu na trasie ani myśli, żeby dać sobie spokój w trakcie. Czas 12 minut gorszy niż zakładałem, ale przy tym dystansie to w dopuszczalnych granicach błędu.
Pytanie czy chciałbym to powtórzyć - jasne, świetna sprawa. Czy natomiast planuję to zrobić - nie. Nie w przyszłym roku na pewno. Ilość czasu, który poświeciłem na treningi i przygotowania, była ogromna i kosztowała mnóstwo wyrzeczeń - mnie i moich bliskich. Na pewno w najbliższym czasie nie zrobię im ani sobie tego ponownie. Chociaż trochę żal, bo przeżycie to niesamowite.
Co do samej imprezy - na triathlon w Wolsztynie oczywiście można narzekać. Na to, na siamto, na owamto. Ja jednak nie będę, MKON w zeszłym roku wyczerpał ten temat aż przesadnie. Mi tam się ta impreza podoba. Lubię ją za kameralność, brak ścisku na pływaniu, aplauz wolontariuszy na punktach. Za prostą trasę rowerową, za bieg wzdłuż jeziora i za obieganie stadionu po bieżni, gdzie każdy może poczuć się trochę jak na igrzyskach. Jeżeli tylko będzie mi to pasowało w kalendarzu startów, to będę tutaj wracał! A teraz czas na zasłużony odpoczynek - już tylko pizzing, browaring i nicnierobing :D
Avatar użytkownika
Kazikus
 
Posty: 17
Dołączył(a): 06-04-2014, 21:56

Re: [18.08.2017] PolskaMan Wolsztyn - sprint, olimpijka, 1/2 i pełny

Postprzez lysy » 23-08-2017, 13:02

Wielkie gratulacje:) Super relacja :))
Widzicie? Kolejny zawodnik, który nie narzeka po długim. Bierzcie przykład! :)
42195m 3:23:55 (2012); 21098m 1:26:42 (2019); 10km 38:15 (2015)
1/4IM 2:12:58 Ślesin 2019
1/2IM 4:35:40 Susz 2019
IM 10:13:31 Wolsztyn 2018
Avatar użytkownika
lysy
 
Posty: 1032
Dołączył(a): 11-10-2012, 20:02
Lokalizacja: Grodzisk Mazowiecki

Re: [18.08.2017] PolskaMan Wolsztyn - sprint, olimpijka, 1/2 i pełny

Postprzez MateuszP » 23-08-2017, 13:28

Gratulacje Kazikus :)
M- 3:13'34-Wawa 2013
HM- 1:29'13- Żywiec 2015
Standard- 2:30'53-Rawa Maz. 2015
Standard- 2:31'43-Pniewy 2015
http://www.wpfgrotterdam2021.com
Avatar użytkownika
MateuszP
 
Posty: 4721
Dołączył(a): 28-10-2013, 11:39
Lokalizacja: Radomsko

Re: [18.08.2017] PolskaMan Wolsztyn - sprint, olimpijka, 1/2 i pełny

Postprzez Czeskom » 23-08-2017, 14:07

Kazikus napisał(a): stan umysłu, zwany przez amatorów bólem

świetne!

Gratulacje,
pocieszyłeś mnie, że odzywające się pasmo czasem prześpi zawody ;)
Avatar użytkownika
Czeskom
 
Posty: 1025
Dołączył(a): 10-04-2015, 01:19

Re: [18.08.2017] PolskaMan Wolsztyn - sprint, olimpijka, 1/2 i pełny

Postprzez Marcos » 24-08-2017, 17:13

Gratulacje!
1/2 2012 -6:19:24
1/2 2013 -5:15:55
1/2 2014 -5:06:15
1/2 2015 -4:47:57
1/2 2016 -4:37:21
1/2 2017 -4:29:59
1/2 2018 -4:34:14
1/2 2019 -4:27:54
Avatar użytkownika
Marcos
 
Posty: 747
Dołączył(a): 30-07-2012, 19:43
Lokalizacja: Katowice

Re: [18.08.2017] PolskaMan Wolsztyn - sprint, olimpijka, 1/2 i pełny

Postprzez Kik_81 » 25-08-2017, 08:29

Super relacja - wprowadza do tego co mnie będzie czekało za rok...chciałbym mógł za rok zrobić ctrl+c i ctrl+v na moim dzienniku z Twojego posta bo plan na ten moment praktycznie identyczny.

Gratulacje
Pozdrawiam Krzysiek
Avatar użytkownika
Kik_81
 
Posty: 1156
Dołączył(a): 23-01-2015, 15:39
Lokalizacja: Dąbrowa k/Poznania

Re: [18.08.2017] PolskaMan Wolsztyn - sprint, olimpijka, 1/2 i pełny

Postprzez lola » 25-08-2017, 08:45

Gratulacje :)!

Wysłane z mojego SM-G900F przy użyciu Tapatalka
Już mnie nie ma na xTRI. Czytam i piszę na http://forum.triathlonlife.pl
Avatar użytkownika
lola
 
Posty: 474
Dołączył(a): 03-05-2014, 08:27
Lokalizacja: DSR

Re: [18.08.2017] PolskaMan Wolsztyn - sprint, olimpijka, 1/2 i pełny

Postprzez Kazikus » 25-08-2017, 15:37

Dzięki wielkie wszystkim za gratulacje. Cieszę się, że relacja się podobała i podniosła na duchu tych, którzy mają pełny dystans dopiero w perspektywie.

Czeskom napisał(a):pocieszyłeś mnie, że odzywające się pasmo czasem prześpi zawody ;)

Niestety, z pasmem nigdy nie wiadomo do końca :/ u mnie jest tak, że jak pilnuję rozciągania, automasażu i ćwiczeń wzmacniających to mam to pod kontrolą. Oczywiście fizjoterapeuta, u którego jestem raz w miesiącu, też mi w tym pomaga. W przypadku tego startu to jednak była tylko "psychiczna kontuzja" - chyba organizm podświadomie starał mi się przekazać żebym mu tego nie robił :D

Kik_81 napisał(a):chciałbym mógł za rok zrobić ctrl+c i ctrl+v na moim dzienniku z Twojego posta bo plan na ten moment praktycznie identyczny.

Oby, tego Ci życzę, powodzenia :)

Mogę tylko powiedzieć jeszcze, że sam start był tylko zwieńczeniem przygotowań i planu, który miałem ułożony. Od października do stycznia pracowałem nad bieganiem, głownie nad siłą. Od lutego jechałem z planem Fitzgeralda (IM, poziom 3) i oczywiście nie zrobiłem go w całości bo pewnie miałbym już sprawę rozwodową w toku ;) . Oceniam, że zrealizowałem 60% pływania, 80% roweru i 90% biegania.
Avatar użytkownika
Kazikus
 
Posty: 17
Dołączył(a): 06-04-2014, 21:56

Re: polecamy

Postprzez xTri pro

Avatar użytkownika
xTRI.pl Pro
 

Poprzednia strona

Powrót do Imprezy triathlonowe w Polsce - sezon 2017

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości