kalendarz triathlon

[2013.08.17] Ironman Sweden - Kalmar, Szwecja

Wszystko co dzieje się poza granicami naszego kraju. Imprezy, zawodnicy, organizacje. ITU, WTC, MŚ, PŚ, PE itp.

Re: [2013.08.17] Ironman Sweden - Kalmar, Szwecja

Postprzez Przemek Wojtasi » 19-08-2013, 13:09

Trochę chaotycznych uwag, dla tych, którzy muszą podjąć szybką decyzję o zapisach:

Generalnie przyjemnie - organizacja bez zarzutów, bardzo dobra atmosfera na trasie, przyjaźnie nastawieni kibice.

Trasa kolarska - dobry asfalt, ładne krajobrazy, niestety sielankę psuł mocny wiatr (zdecydowanie najsilniejszy w trakcie czterodniowego pobytu - jak pech, to pech), wydaje mi się też, że druga część trasy (na stałym lądzie) nie była już taka szybka (sporo zakrętów, pagórków, zwężeń).

Nie podobało mi się w wodzie - za mało miejsca na starcie, wprawdzie można było się ustawić w swojej grupie czasowej, ale miałem wrażenie, że przed pierwszą bojką i tak te grupy się skumulowały. Pływanie za pomostem, pod mostami i w kanale - na pewno atrakcyjne dla kibiców, dla zawodników trochę mniej (wąsko, ciasno, kamienie). Ale to trochę tendencyjna ocena, przez pryzmat własnych problemów - za mocno wystartowałem, zatkało mnie, chciałem uciekać (ale nie było gdzie) i już do końca pływania byłem zdegustowany swoją postawą.
Oczywiście były też fale, ale można było je opanować.

Najprzyjemniejszy był bieg. Trasa z gatunku "dla każdego coś miłego" - trochę lasu, wody, słońca, bryzy, ale także miejskiego zgiełku. Żywiołowy doping i owacja na mecie. Po drodze sporo bufetów, wprawdzie piłem tylko wodę i colę, ale coś dobrego znaleźliby też miłośnicy chipsów i ogórków.

Radość ze startu popsuła mi trochę sędzina, której na 92 km trasy rowerowej nie spodobało się, że widać mi tylko połowę numeru (druga połowa była w spodenkach, bo już w strefie zmian zerwała mi się agrafka). Zatrzymała mnie (grożąc karą) i poprawiła numer tak, że po kilku kilometrach nie było go już w ogóle. Resztę trasy przebyłem z duszą na ramieniu, unikając kontaktu z funkcyjnymi. Dziwne, bo z tego co widziałem, draftowanie uchodziło bezkarnie, a to chyba większe przewinienie niż połowa numeru w gaciach.

Podsumowując, było fajnie, ale uwaga - cała impreza (wpisowe, prom, noclegi) wychodzi bardzo drogo (zorientowałem się dopiero po zarejestrowaniu).

Pozdrawiam
IM Borówno 2010 i 2011
IM Frankfurt 2012
IM Kalmar 2013
IM Wolsztyn 2014
Avatar użytkownika
Przemek Wojtasi
 
Posty: 63
Dołączył(a): 06-09-2011, 09:37
Lokalizacja: Warszawa

Re: [2013.08.17] Ironman Sweden - Kalmar, Szwecja

Postprzez marcin » 19-08-2013, 16:57

Z pewnością można rekomendować te zawody, więc się zapisujcie :-)

Atmosfera na trasie, kibice, feta na mecie – myślę, że Kalmar zaczyna śmiało dorównywać Klagenfurtowi. Organizacyjnie też dobrze sobie poradzili, choć wiadomo że zawsze jest co poprawiać – np. praca sędziów, o czym pisał już Przemek. W moim przypadku nadgorliwy sędzia wlepił karę 6 minut postoju w penalty box - mi i dziewczynie, z którą chwilę rozmawiałem jadąc obok siebie.
Na początek pływanie - 19 stopni, spory wiatr, 3,96km trasa i te 2tys ludków. Szwedzi zaplanowali tę część specyficznie. Zaczęliśmy od zejścia (ześlizgnięcia się) ze skarpy, z której normalnie chyba nikt by nie pomyślał by schodzić (bo miałby trudności aby potem wrócić). Młyn na starcie straszliwy i to dzięki organizatorom - ustawiali ludzi wg deklaracji czasu płynięcia, ale najlepszych dali na zewnątrz w stosunku do kierunku pierwszej zawrotki, w efekcie ta masa ludzi wpadła na siebie. Najdłuższa prosta była z mocnymi falami w twarz. Pływanie odbywało się nie tylko na otwartym morzu, ale i w zatoczkach, pod b. niskimi pomostami, w zaroślach - było ciekawie i tłoczno (czasami przypominało to jakiś survival ;-)).
Rower to głównie mocny wiatr, przez co większość z którymi rozmawiałem po zawodach przyznało że były to ich najtrudniejsze zawody. Organizatorzy zaplanowali na początku przeprawę przez 6km most na wyspę, co przy tym wietrze było sporym wyzwaniem (przy wysokim stożku i porywach wiatru ciężko było utrzymać rower; na odprawie organizatorzy mocno rekomendowali aby nie stosować dysków, no ale część pewnie nie miała już wyboru). Poza wiatrem trasa dobra – dobra jakość asfaltu, dość mało zakrętów, ale nie było aż tak płasko coś wcześniej mówiono, oczywiście nie było też jakiś strasznych górek).
Trasa biegowa bardzo dobra, urozmaicona, trzy kółka to w sam raz by się nie znudziły. Doping kibiców i mieszkańców w wielu miejscach, bardzo fajnie.
Poza sędziami do poprawy można zgłosić punkt medyczny na trasie – dwóch ludków, którzy mieli plaster, wazelinę i krzesło pod namiotem. Przekonałem się osobiście, że nawet tętna sprawdzić nie potrafili... przekonałem się bo zaliczyłem pierwszy raz w życiu najprawdziwszą ścianę. Po wyjściu z wody chciałem nadrobić, a wręcz zrobić sobie rezerwę na założone minimum wyniku z zawodów. A że czułem się przygotowany to przycisnąłem, z dużą satysfakcją wyprzedzając dziesiątki kolarzy. I tak aż do 120 km, gdy mnie odcięło. Zbiegło się to w czasie z postojem w penalty box za te rozmowy i po tym już się nie mogłem pozbierać, tempo spadło, doczłapałem się do końca roweru. Tuż po tej karze stan mój uświadomił mi, że nie dam rady przejechać i przebiec na samych żelach, więc zacząłem dokładać sobie colą i bananami. Pomogło na pierwsze 18km biegu. W ich czasie niestety coraz bardziej mnie muliło, co tłumaczyłem sobie chęcią zwrócenia 11 żeli z roweru i 2 z biegu. Ale gdy doszły duże zawroty głowy, wiedziałem że to nie to. Postanowiłem pozostałe kilometry przejść, co przy wcześniejszym laniu na siebie wody i mokrych ubraniach nie było przyjemną perspektywą. Niestety po kilku km marszu zaczęło mi wariować tętno, mocno skacząc (tachykardia). Stawałem, czekałem aż spadnie, po czym znów szedłem. Przez to, że fragmenty trasy były dość bezludne nieco obawiałem się kontynuować. W końcu w tym pseudo punkcie medycznym przesiedziałem z 6 minut - na tyle skutecznie zbiłem tętno, że ostatnie 5 km przeszedłem szybkim krokiem. Jestem bogatszy o nowe doświadczenie, wiem czym smakuje prawdziwa ściana i że – powiedzmy – da się to pokonać. Zaryzykowałem i się nie udało, ale było to dość świadomie podjęte ryzyko (szkoda jedynie, że irona robi się z raz na rok więc takie eksperymenty kosztują więcej niż połówki czy biegi, które trzaska się znacznie częściej ;-)).
IM Borówno 2011
IM Frankfurt 2012
IM Kalmar 2013
Keep Tri-ing
Avatar użytkownika
marcin
 
Posty: 485
Dołączył(a): 12-06-2010, 17:46
Lokalizacja: Warszawa-Zawady

Re: [2013.08.17] Ironman Sweden - Kalmar, Szwecja

Postprzez MPawel » 20-08-2013, 00:10

To jeszcze kilka słów ode mnie.

Logistycznie, rzeczywiście może to nie być najtańsza impreza, ale da się to też rozsądnie zaplanować. Prom polecam zabukować jak najwcześniej, na ok. 2 miesiące przed wypłynięciem ceny już idą do góry. Tania opcja na nocleg to campingi – ja spałem 17km na północ od Kalmar, pole super, w pełni wyposażona kuchnia, generalnie, wysoki szwedzki standard – poza mną było jeszcze kilku startujących.

Co do samej imprezy, okiem debiutanta - jeśli chodzi o dystans i eventy pod szyldem WTC - wyglądało to następująco,

Rejestracja bardzo sprawna, bez kolejek, odebranie pakietu z wszystkimi formalnościami zajęło dosłownie chwilę.

Na początek pływanie, woda wbrew wcześniejszym zapowiedziom była dość chłodna, oczywiście zamiast stanąć z tyłu i spokojnie czekać na start z wodą do pasa, ustawiłem się w pierwszym rzędzie w okolicach tabliczki na 1h15 i stojąc tam z 10-15min trochę zmarzłem – na szczęście bez większych konsekwencji. Ruszyłem dość mocno i pierwszą prostą udało mi się pokonać bez większej bitwy, aż do pierwszej bojki gdzie zrobiła się regularna pralka – i tak na każdej kolejnej, – dlatego płynąc po wewnętrznej przez całe pierwsze kółko rozmyślałem jak przedostać się na zewnętrzną stronę, nie wiem, jak ale w końcu mi się to udało „w porcie” i tak drugą pętlę pokonałem po zewnętrznej, troszkę nadrabiając dystansu w zamian za spokój na bojkach. Tylko jakoś na tej drugiej pętli jeszcze fale dały się we znaki i tak mnie jakoś wybujało, że wychodząc z wody byłem wniebowzięty, że to już koniec.

Na rowerze wiatr oczywiście dał się jeszcze bardziej we znaki niż na pływaniu, pierwsze 50km pod mocny wiatr, potem wiatr boczny i na koniec z wiatrem, na drugiej pętli odwrotnie. Sama trasa bardzo przyjemna, asfalt bez zarzutu, ładne krajobrazy. Jednak profil wysokościowy dostępny na stronie nie odpowiada rzeczywistości – zaznaczony tam najwyższy podjazd, zamiast niewysokiej, stosunkowo stromej górki, okazał się długim niestromym „płaskowyżem”, tak samo końcówka drugiej pętli, była ona dość pofałdowana, a na profilu nic takiego tam nie ma – nie chciało im się trasy przejechać z GPSem poprostu :).
Jeśli chodzi o draft, były grupy, gdzie na pewno zasada 10m nie była zachowana, ale nie były to też bezczelne peletony, taki pociąg wyprzedził mnie tylko raz, czy dwa. No i były też pojedyncze przypadki bezczelnej jazdy na kole bez zachowania jakichkolwiek pozorów, nawet sprawdziłem sobie wynik pewnej pani, która równo draftowała i koniec końców zgarnęła nawet slota...
Co do pracy sędziów nie widziałem ani jednej reakcji, ale w pewnym momencie sędzia mnie mijający pokazał mi wystawiony kciuk, nie bardzo wiedziałem, o co chodzi, i tak drugi i trzeci raz, w krótkich odstępach czasowych, po czym za czwartym razem krzyknął – ‘I like your bike!’ – tu warto zaznaczyć, że cisnę na oldschoolowym stalowym Bianchim z manetkami na ramie :-)

Biegu obawiałem się najbardziej, bo nigdy wcześniej nie robiłem Maratonu, a najdłuższe wybieganie, jakie miałem na koncie to 27km. Wiele się nasłuchałem o słynnej ścianie, kryzysach na 30km więc podszedłęm do tego dystansu z respektem – od samego początku uskuteczniłem taktykę bieg i marsz przez stacje żywieniowe – tym sposobem bez problemu pokonałem całą trasę równym tempem 6min/km, z czego jestem dość zadowolony.

Sama trasa bardzo fajnie położona, w dużej części bieg po okolicy pełnej domków jednorodzinnych – przed większością z nich siedzieli mieszkańcy żywiołowo kibicując. Końcówka pętli ulicami miasta, wypełnionymi po brzegi kibicami – super się tam biegło, mimo kostki brukowej.

Meta to trybuny po obu stronach, na heroes hour wypełnione po brzegi.

Wolontariusze super ogarnięci, (ale w sumie triathlon w Kalmar jest już obecny prawie 20 lat, więc nie ma co się dziwić), bufety dobrze wyposażone, mi niczego nie brakowało, żele, banany, cola, woda, tylko jakoś ten ich izotonik mi nie podchodził.
Podsumowując ja osobiście samą imprezą, jeśli chodzi o organizację i atmosferę jestem zachwycony. Wstępnie planują powtórkę na 2015.

Zresztą z tego, co widzę 2014 już wyprzedany, więc renomę Kalmar już ma.

Jedyny problem z lokalizacją to ten nieszczęsny wiatr - szanse na porywisty wiatr są zdecydowanie większe niż na bezwietrzny spokojny dzień - no cóż, loteria.
Avatar użytkownika
MPawel
 
Posty: 78
Dołączył(a): 08-07-2011, 15:25
Lokalizacja: Warszawa

Re: polecamy

Postprzez xTri pro

Avatar użytkownika
xTRI.pl Pro
 

Poprzednia strona

Powrót do Multisport na świecie.

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron